10446499_851896848173480_4881207733107007318_n
komentarzy

„Zobaczcie, jaką wspaniałą publicznością jesteście!” – Damon Albarn & The Heavy Seas na Malta Festival

3 lipca 2013 roku po raz pierwszy na polskiej scenie stanęli Damon Albarn, Graham Coxon, Dave Rowntee oraz Alex James, znani jako Blur. Prawie rok później, bo 29 czerwca 2014 roku, Damon Albarn wraca do naszego kraju, aby zaprezentować tym razem materiał ze swojej nowej, solowej płyty „Everyday Robots”, o której dużo się mówiło, pisało i słyszało dobrego. Po raz drugi występując przed polską publicznością, artysta umocnił się w przekonaniu, że do nas warto. Że do nas trzeba przyjeżdżać.

Ci, którzy znają mnie dobrze, a także ci, którzy znają mnie trochę mniej, wiedzą doskonale o tym, że wszelkie działania Damona Albarna na polu muzycznym są mi niezmiernie bliskie i ważne. Dlatego gdy tylko dowiedziałam się, że Damon będzie promować „Everyday Robots” w Poznaniu, rozpoczęłam ciche odliczanie dni do przedostatniego czerwca (wciąż silnie utkwione mając w pamięci wspomnienia z zeszłorocznego koncertu Blur). O wczorajszym koncercie chciałoby się napisać jak najwięcej, ale zacznę od początku.

Deszcz. Oto, jak przyjezdnych przywitał Poznań. Oczekiwanie w strugach deszczu niezmordowanym miłośnikom twórczości Albarna zostało wynagrodzone wyrazistą próbą dźwięku, na której zespół zagrał… Tender! Później, po przejściu przez bramki i dotarciu na scenę, kolejna próba cierpliwości, bo dopiero o 20 miała grać Rebeka. Deszcz nie dawał za wygraną. Parę minut po 20 na scenie Malty Festival pojawiła się Rebeka, czyli kobieta o niesamowitym głosie – Iwona Skwarek oraz Bartosz Szczęsny. Z chwilą, kiedy zespół pojawił się na scenie, momentalnie przestał padać deszcz. Rebeka rozruszała towarzystwo pod barierkami, godnie supportowała Albarna. Dowodem na to chociażby był podrygujący z boku sceny Seye. Publikę porwały takie utwory, jak Stars, Melancholia czy Roksana. Część utworów wsparły dźwięki trąbki (Kuba Jankowiak) oraz puzonu (Łukasz).

10463988_851896374840194_222323723611395556_nfot. marcin oliva soto/festival Malta

Parę minut przed 22 Damon Albarn grając na tamburynie, wprowadził muzyków na scenę. Działo się to pośród ogólnego krzyku, pisku i oklasków. Standardowo koncert rozpoczął Lonely Press Play. Wszyscy, zgodnie z Damonem, śpiewali „When I’m Lonely I Press Play”. Artysta zachwycony był odbiorem publiczności. Niejednokrotnie gesty Damona (przesyłanie buziaków, uśmiechy) świadczyły o tym, jak bardzo dobrze się czuje w towarzystwie polskiej publiki. Odniosłam wrażenie, że to nie był typowy koncert, a coś w stylu spotkania dużej grupy znajomych, którzy razem bawią się, grają, śpiewają, są nakręceni na muzykę.

10420001_851897041506794_3537559934971921203_nfot. marcin oliva soto/festival Malta

Na koncercie, choć promującym „Everyday Robots”, pojawiły się nie tylko utwory z tego albumu, ale też kawałki nagrywane wspólnie z Blur – piękne, odegrane przez Damona na pianinie Out of Time (w innej wersji niż studyjna) czy żywiołowe i porywające tłum All Your Life ; także te z repertuaru Gorillaz – Tomorrow Comes Today, Slow Country (na którym Damon zszedł do publiczności, przez którą został serdecznie wyściskany), Clint Eastwood, Don’t Get Lost In Heaven (po raz pierwszy zagrany z The Heavy Seas), Kids With Guns oraz El Mañana, a także te z The Good, The Bad and The Queen – energetyczne Three Changes oraz równie szalone Kingdom of Doom z niesamowitym zakończeniem, nie zabrakło również wyciszającego utworu Poison z repertuaru Rocket Juice & the Moon.

Damon Albarn wzruszony był faktem, że zgromadzeni znają słowa każdego utworu. Bardzo często w trakcie koncertu porzucał mikrofon, podchodził jak najbliżej sceny i śpiewał z ludźmi, dyrygował tłumem. Jednym z piękniejszych momentów wczorajszego wieczoru były czarno-białe fotografie wyciągnięte przez tłum na Photographs (You are taking now). Początkowo Damon, śpiewając z zamkniętymi oczami, nie zauważył gestu tłumu, jednak gdy spojrzał i zobaczył zdjęcia, głos mu zadrżał i do końca utworu nie mógł oderwać wzroku od ludzi, wciąż i wciąż szczerze się uśmiechając. Natomiast na moim ulubionym kawałku You and Me, artysta i publiczność pięknie się uzupełniali, wykonując na przemian:

You can blame me, blame me, blame me, blame me
When the twilight comes, all goes round again
All goes round again
All goes round again
All goes round again
All goes round again

10376837_851901401506358_5854864496708274789_nfot. marcin oliva soto/festival Malta

Koncert Albarna był różnorodny, żywiołowe numery przeplatane były tymi stonowanymi, wyciszającymi. Najbardziej jednak porywającym momentem koncertu był bis – otworzył go Clint Eastwood, odśpiewany z ghańskim raperem, M.anifestem, później Mr. Tembo (w ostatniej chwili Albarn zrezygnował z gry na gitarze po to tylko, żeby móc z tamburynem podejść jak najbliżej ludzi i razem z wszystkimi bawić się i klaskać), później wzruszające i nieziemskie Don’t Get Lost In Heaven i kończące występ Heavy Seas of Love, gdzie na samym początku Damon nie wszedł w tonację, śmiał się z siebie, do siebie i do wszystkich wokół.

Trudno, naprawdę bardzo trudno ubrać w słowa i oddać to, co działo się wczoraj przez półtorej godziny pod sceną w Starej Gazowni. Koncert pełen był pasji, naturalnej, niewymuszonej radości muzyków wynikającej z grania i obcowania z publicznością. Jeśli ktoś uważa, że Polacy są smutnym narodem, powinien choć raz pojawić się na podobnym koncercie.  A ja znów i wciąż cicho wierzę, że powroty Damona Albarna do Polski staną się tradycją i przynajmniej raz w roku będzie nam dane go usłyszeć i zobaczyć w niezmiennie świetnej formie.

10491127_851900874839744_859534896343480089_nfot. marcin oliva soto/festival Malta