IMG_4487
komentarzy

Z Lanthierem pod rękę, czyli Cinema Strange + The Deadfly Ensemble cz.3

Na trzecim pełnym wydawnictwie, będącym podsumowaniem działalności zespołu, wydanym z okazji jego dziesięciolecia, chłopaki przygotowali zestawienie dziesięciu utworów. Pięć z nich to oryginalne kompozycje napisane i zarejestrowane w 1994r, reszta natomiast to ich odpowiedniki z roku 2004, brzmiące znacznie lepiej, ale pozostające w stosunkowo podobnych formach.

 

Pierwszym, co rzuca się w oczy po rozpakowaniu boxu, to dodatki, które ucieszą fanów, bo mamy tutaj plakat w formacie A3, przedstawiający trójkę muzyków w gustownych sukienkach oraz czwartego – w stroju lwa; cztery pocztówki z różnych okresów działalności chłopaków (ostatnie zdjęcie, z 2004r. przypomina raczej image Deadfly Ensemble, obywateli w strojach rodem z Mechanicznej Pomarańczy, a pierwsze z 2011 – typowo deathrockowo-gotyckie czupiradła); do tego naklejka z logo, dziwaczna ankieta do wypełnienia (do zakreślenia odpowiedzi tak lub nie, przedstawiam dwa pytania: Czy kiedykolwiek strzelałeś z pistoletu? Czy zanim poznałeś Cinema Strange byłeś łysiejący?), oraz zakręcona historia zespołu, zawierająca na przykład historię z jednej z pierwszych prób, podczas której zaniepokojony ojciec braci Ribiat, wparował do ich pokoju pytając czy coś się stało, bo słyszał płacz i zawodzenie.

 

Niedostępne na żadnym z oficjalnych longplayów Agent X-Ray, Anti Good i Golden Hand zarówno w wersjach demo jak i nagranych ponownie w 2004r. nie różnią się w strukturze. Drobne smaczki w pracy perkusji są naturalną konsekwencją zmiany perkusisty, poza tym są to ciekawe aranżacyjnie utwory bardziej deathrockowe niż gotyckie.  Ciekawą rzeczą jest Sadist Sagittarius oraz Nightfalls (w wersji demo tytułowany, jako The Nocturnal. Na tym retrospektywnym albumie obie wersje zagrane są szybciej i przy tym dużo swobodniej niż na wersjach znanych z debiutu CS. Nie bije z nich atmosferą latających nietoperzy nad głową, bombardujących człowieka odchodami. Dużo bliżej tym wersjom do dynamicznych utworów z Quatorze…

 

2005r. to wydanie DVD  Pressed Flowers/Squashed Blossoms, na który składa się koncert oraz kilka dodatkowych filmików. Jakość obrazu z kamery nie poraża, mimo wszystko jednak panowie operatorzy nadążają za harcami chłopaków, co jest nie lada wyczynem, bo nie łatwo ująć w kadrze biegającego i rzucającego się po scenie Lucasa w dziewczęcej, łososiowej halce, dzierżącego w łapie mikrofon, a na twarzy mając maskę z obliczem krasuli. Chłopaki nie ograniczyli się do materiału z poprzednich płyt, wrzucając w setlistę aż pięć utworów z wydanej dopiero rok później Quatorze. Zadziwiająca to rzecz, bo z debiutu mamy tylko Lindsay’s Trachea, cztery utwory z Astonished, a z retrospektywnej Golden Hand i Agent X-Ray. Wytłumaczenie znajduje się we wkładce do wydanej rok później Quatorze Exemples Authentiques Du Triomphe De La Musique Decorative, będącej co prawda zbiorem utworów z kilku lat, ale brzmiących nadzwyczaj spójnie. Ba, już tytuł albumu sugeruje coś w rodzaju koncept-albumu. Podobny zabieg pojawia się na płytach The Deadfly Ensemble, gdzie debiut tytułowany jest, jako Cała szafa zwątpienia i niepewności, druga płyta jako: Katalog nasion dla wymarłych roślin jednorocznych, a trzecia: Instruktażowy podręcznik dla początkujących podpalaczy. Ale o tym za tydzień.