Wilson-Square--fot--materialy-prasowe
komentarzy

Wilson Square – oldschoolowy rock zafascynowany nowoczesnością

Wilson Square zadebiutował koncertem w Jadłodajni Filozoficznej w październiku 2008 roku. Nie był to jednak zupełny początek ich drogi. Wcześniej, jako Wściekłe Walenie oraz The Cadence, grupa zagrała kilka razy na warszawskich scenach, a w jej składzie następowały częste zmiany. W drugiej połowie 2008 roku zakończyły się poszukiwania, muzycy zmienili nazwę na Wilson Square i rozpoczęli od nowa. Mimo stosunkowo krótkiego stażu w obecnym wcieleniu, zespół został wielokrotnie doceniony. Wystąpił na gali rozdania Miazg magazynu PULP, gdzie otrzymał nagrodę w kategorii Odkrycie Roku. W lipcu 2008 został wyróżniony w Konkursie Młodych Kapel na festiwalu w Jarocinie. Natomiast do najnowszych sukcesów należy uplasowanie się singla „People In Love” na dziesiątym miejscu na „Liście przebojów 2009” Polskiego Radio Euro. Obecny skład Wilsonów to czterech muzyków: Piotr Kazimierczuk – wokalista i gitarzysta, Bartek „Barth” Rzeczycki – klawisze, Paweł „Czipis” Grudniak – basista oraz Tomek „Żaba” Mądzielewski – perkusja. Więcej o kapeli można przeczytać na oficjalnym profilu MySpace: www.myspace.com/wilsonsquare.

Rozmowa z Piotrem Kazimierczukiem – wokalistą i gitarzystą zespołu Wilson Square.

Opowiedz mi coś o powstaniu i o poprzednich wcieleniach obecnego składu – Wściekłych Waleniach i The Cadence. Dlaczego zdecydowaliście się nazwać ostatecznie waszą grupę Wilson Square?

To jest często zadawane pytanie. Wściekłe Walenie to była tak naprawdę rzecz czysto kumpelska. Chociaż mieliśmy wielkie ambicje i plany, z różnych przyczyn nie było nam dane dokonać zbyt wiele. Ze starego składu pozostaliśmy tylko ja i Bartek. Reszta poszła w inną stronę – Filip jest teraz DJ – em, a Mikołaj, który był basistą, studiuje skrzypce. The Cadence to kolejna nazwa wiążąca się ze zmianą składu. Wtedy poznaliśmy naszego obecnego basistę Czipisa. Próbowaliśmy grać również w pięcioosobowym składzie, ale tak naprawdę poza kilkoma koncertami – w Jadłodajni Filozoficznej czy w Punkcie, niewiele z tego wyszło i po kolejnej zmianie składu, tym razem finalnej, gramy jako Wilson Square. Ta nazwa sama przyszła mi na myśl. Nasza sala prób mieści się niedaleko Placu Wilsona. Ponadto ja i Bartek wychowaliśmy się w tej dzielnicy i chodziliśmy tu do szkoły. Poza tym fajnie brzmi :).

Jaką drogę muzycznej ewolucji przeszedł Wilson Square? Czy jesteście wierni wybranemu gatunkowi od początku?

Tak naprawdę styl wykrystalizował się niedawno, odkąd gramy w obecnym składzie. Wcześniej byliśmy niezdecydowani. Pamiętam jak po koncercie w Punkcie, mój kolega powiedział, że wszystko jest ok, ale on tak naprawdę nie wie, co my gramy i o co nam chodzi. Stwierdził, że jest to mieszanka oldschoolowego rocka, ciężkiego rocka i funku. W tym momencie poszliśmy zupełnie świadomie w stronę retro rocka, który można również nazwać gitarowym pop rockiem. Zresztą ja nie jestem za szufladkowaniem muzyki, bo po co?. Najlepiej jej po prostu słuchać:) Bez względu na styl, w jakim gramy, wiem, że jest to spójne i moim zdaniem oryginalne w polskich warunkach, ponieważ jest powrotem do lat 60 i 70, do wykonawców takich jak The Beatles, czy Queen. Teraz nikt tak nie gra, a ja takiej muzyki słuchałem od zawsze.

Dlaczego wybraliście klasykę rocka w stylu retro? Czy szukacie może inspiracji w innych, bardziej współczesnych stylach?

Nie wiem czy jest to klasyka rocka, na pewno jest to muzyka, której komponowanie i wykonywanie sprawia mi ogromną przyjemność. Pamiętam, że pierwszą płytą, którą zobaczyłem na półce moich rodziców, była płyta Queen. Tak zaczęła się moja miłość do tego zespołu, do tego stylu. Oczywiście potem doszli Beatlesi, Thin Lizzy czy Supertramp. To wszystko się wymieszało i wpłynęło na muzykę, którą tworzymy obecnie. Co do inspiracji innymi, bardziej współczesnymi stylami, to staram się śledzić nowsze rzeczy, niekoniecznie indie rock, bo to do mnie nie przemawia poza małymi wyjątkami. Lubię ambitną elektronikę wymieszaną z dobrym popem. Ostatnio słucham też sporo czarnej muzyki, może ze względu na to, że gram coś takiego w innych projektach. Poza tym w nowych utworach Wilsonów pojawi się coś innego niż to, co zarejestrowaliśmy na pierwszym albumie, który jest już gotowy w 98%.

Czy uważacie, że twórczość w języku angielskim może wam utrudnić ekspansję medialną na polskim rynku muzycznym?

To jest odwieczny problem. Śpiewając po angielsku, może strzelamy sobie samobója, ale co zrobić. Kiedyś Łukasz Lach z L.Stadt powiedział taką fajną rzecz, że granie ich muzyki po polsku, to tak jak śpiewanie country po czesku. Myślę, że jest w tym trochę racji. Ale z drugiej strony mamy teraz jeden taki rodzynek – utwór w języku polskim, który zagramy 24 lutego w Klubie 55 w Warszawie – już teraz serdecznie zapraszam na ten koncert. Zaprezentujemy kilka nowych kompozycji. Język angielski wydaje mi się bardziej melodyjny, bardziej naturalny, a co do ekspansji medialnej, to nie oszukujmy się, nigdy nie podbijemy Radia Zet czy RMF FM. Zresztą nie zależy nam na tym, żeby stać się częścią tej pseudomuzycznej papki. Wystarczy nam, że istnieją ludzie, którym podoba się nasza muzyka i którzy doceniają to, co robimy. A media, które promują alternatywną muzykę, np.: Trójka i Polskie Radio Euro nie mają problemu, żeby puszczać kawałki Wilson Square, mimo że jest to muzyka po angielsku. Nie należy łudzić się, że któryś z zespołów z naszego kręgu stanie się drugim Feelem pod względem popularności. Takie rzeczy jeszcze długo nie będą możliwe.

Skoro mamy początek roku to nie sposób nie zapytać was o plany na 2010 rok…

Przede wszystkim chcemy skończyć i wydać płytę. Jest już nagrana, zmiksowana i wymaga jedynie fazy ostatecznej, czyli masteringu. Obecnie szukamy wydawcy. Płyta jest dopieszczona, nagrywaliśmy ją dziewięć miesięcy. Można powiedzieć, że wszyscy byliśmy w ciąży i urodziliśmy to dziecko :) Mówiąc dopieszczona, mam na myśli ciekawe aranże, a także pewne dodatki, smaczki, które być może wyjdą na wierzch dopiero za drugim, trzecim przesłuchaniem. Płyta jest dobra, bez fałszywej skromności. Może ktoś to doceni i komuś zaświta, aby wydać Wilson Square. Co za tym idzie, chcielibyśmy zagrać na największych festiwalach w Polsce. Marzy mi się Open`er Festival, może OFF Festival i Coke Live Music Festival. Chcemy pograć trochę koncertów poza Warszawą, bo dotychczas koncertowaliśmy głównie w stolicy. Był jedynie epizod w Jarocinie oraz w Rykach. Na warszawskim podwórku muzycznym jest już dobrze, ludzie sami się zgłaszają z propozycjami koncertowymi. Mieliśmy swego czasu problem nadmiaru bogactwa – a przecież nie zagralibyśmy trzech koncertów w miesiącu – bo nie byłoby dla kogo. Poza Warszawą różnie się to układało, dotychczas nie najlepiej, dlatego chciałbym to zmienići zaprezentować naszą muzykę w innych miastach.

Jakie są twoje muzyczne fascynacje? Jakie gatunki czy zespoły cenisz najbardziej?

Na pewno Queen, The Beatles, Thin Lizzy, a z bardziej współczesnych mi rzeczy to Muse i Kings of Leon. Słucham również The Cure, ale nie z tego okresu mrocznego, a raczej z tego, który nazwałbym piosenkowym. Ponadto Pink Floyd i David Gilmour, który jest moim gitarowym bogiem. Z polskiej sceny The Car Is On Fire, L.Stadt, Furia Futrzaków, Afro Kolektyw – kto nie zna niech posłucha kawałka „Ostateczne rozwiązanie naszej kwestii” z ostatniej płyty („Połącz kropki” – przyp. red). Ten tekst totalnie miażdży… Generalnie jestem raczej rockowym człowiekiem. Ze względu na różne zawirowania w zawodowym życiu, słucham też dużo funku i czarnej muzyki z dobry groovem:) Inspiruje mnie jazz. Nawet ostatnia piosenka Ani Wyszkoni muzycznie i brzmieniowo bardzo mi się podoba. Niestety tekst pozostaje na starym, sprawdzonym poziomie…

A jakie są twoje pasje poza muzyką?

Ciężko powiedzieć, że to pasje, ale raczej sposób na utrzymanie. Bo z muzyką jest różnie. Na tym etapie nie utrzymałbym się z muzyki. Studiuję anglistykę na piątym roku,trudno to nazwać pasją, ale na pewno jest to przyjemność. Lubię też swoją pracę, czyli uczenie ludzi, ale głównie dorosłych – bo są to osoby świadome celów, wiedzą czego chcą. Inaczej rzecz ma się z dziećmi, które potrafią rozwalić każde zajęcia. Nie to, że mam coś do dzieci, ale jest takie powiedzenie, że „największemu wrogowi życzy się, aby cudze dzieci uczył…” – coś w tym chyba jest…:)

Pozdrawiam czytelników portalu Magnetoffon.

tekst i wywiad: Karolina Kamińska