erith5
komentarzy

W krainie mgieł i skropionego rosą mchu – czyli Erith…

Kilka dni temu jechałem tramwajem. Niby nic nadzwyczajnego. Jednak było wówczas późne popołudnie. Gasnące słońce przelewało się co chwilę poprzez szyby, rozświetlając obojętne twarze pasażerów. W pewnym momencie na licach siedzącej naprzeciwko mnie niewiasty zauważyłem niezwykłą grę światła i cienia, przywodzącą na myśl technikę chiaroscuro na płótnach Caravaggia.

Wieczorem, tego samego dnia, odkryłem muzykę innej niewiasty, która poprzez magiczne pejzaże dźwiękowe wyraża swoją wrażliwość. A wrażliwość jej jest niewątpliwie głęboka i unikalna. Mowa o Martynie Biłogan, występującej pod pseudonimem artystycznym Erith.

Erith zaczęła niespełna pół roku temu publikować utwory muzyczne na swoim kanale Youtube. Od tamtego czasu zyskała dość znaczną popularność, a jej muzyka została doceniona zarówno przez krytyków, jak i fanów. Martyna występuje również na żywo, czarując publiczność swoim eterycznym głosem. Słychać w nim wyraźnie łagodność, zwiewność i zamiłowanie do przyrody.

W zasadzie każde porównanie jej twórczości do innych artystów może być prawdziwe, ale też fałszywe. Prawdziwe, ponieważ w muzyce Erith pobrzmiewają dalekie echa Björk, Julianny Barwick, Grouper, Stiny Nordenstam czy Sibylle Baier. Fałszywe, ponieważ polska artystka zachwyca swoją oryginalnością. I to jest chyba największa zaleta jej muzyki. Dostajemy zaproszenie do przepięknego świata mgieł i skropionego rosą mchu. To świat, gdzie rzeczywistość przeplata się z magią, a pierwsze (czy też ostatnie…) promienie słońca ogrzewają bose stopy błądzące po jesiennym listowiu. Jak już pisałem w moich felietonach, poprzez kontakt ze sztuką człowiek jest w stanie wyzwolić się od tragizmu swojej egzystencji i odnaleźć ścieżkę do swojej prawdziwej natury. Sztuka może również przywoływać zdarzenia z przeszłości, niekoniecznie z naszego życia, bowiem jak pokazują ostatnie badania naukowe, w kodzie DNA zawierają się wspomnienia z życia poprzednich pokoleń. Słuchając muzyki Martyny, odczuwam zadziwiające podobieństwo jej wrażliwości z niektórymi wspomnieniami z mojego dzieciństwa, kiedy to zwykłem był przesiadywać na parapecie pokoju z widokiem na las i przypatrywać się grze światłocienia na prastarych koronach drzew.

Zachęcam wszystkich do przyjrzenia się onirycznym dokonaniom Erith. Jak dla mnie – odkrycie roku.