wjetkong
komentarzy

Viet Cong – Viet Cong [Jagjaguwar/Flemish Eye; 2015]

Viet Cong (jako zespół) nie ma w sobie choćby dozy brutalności, którą charakteryzowali się wietnamscy partyzanci u schyłku lat 60′ XX wieku – to warto zaznaczyć na wstępie, bo podobnie do kantowania słuchaczy tagami (post-punk, ale w ilości wypłakanej przez kota) i nazwa może wprowadzić ich w błąd. Co zatem w rzeczywistości przygrywa kanadyjski kwartet? Otóż, Matt Flegel i Mike Wallace, jako „popłuczyny” po indie rockowym Women okazują się mieć jeszcze wiele do powiedzenia po rozpadzie (w wyniku śmierci jednego z gitarzystów) pierwszego z ich zespołów. Wyczajają koncertowego gitarzystę Chada VanGaalena, Monty’ego Munro, i drugiego gitarzystę, Daniela Christiansena, który wcześniej udzielał się w cover bandzie Black Sabbath. Klocki tej układanki pozornie do siebie nie pasują, jednak obrazek, który z nich powstaje, to Viet Cong. Ani trochę indie-akordowego grania, żadnego śladu folkowych akcentów, o Black Sabbathowych rytmach nie wspominając. Ostatecznie osiadają na stałym lądzie art rocka z wcześniej wymienionymi post-punkowymi akcentami. No ale z czym się je ich debiut?

Podobnie jak wydane wcześniej EPki, art rock muzyków z Viet Cong przyjmuje iście psychodeliczny obrót, na longpleju ma on jednak znacznie cieplejszy, a nawet „mroczniejszy” wydźwięk. Podczas gdy na EPkach postawiono na szybki progres, natychmiastowe zmiany rytmu i ogólny pośpiech, tutaj wszystko momentami zwalnia na drone’ową modłę (nawet podobnie się zapętla w jednoznacznym dźwięku), by potem znów przyspieszyć i  zrobić ogromny ukłon w stronę… Joy Division. Dokładnie tak, to nie jest jedno z tych porównań na odczepnego – „bo wszystko co post-punkowe musi kojarzyć się z JD” – tutaj podobnie jak na legendarnym Unknown Pleasures czuć nieco depresyjnych znamion, a rytmika basu i prędkie bity jedynie dopełniają uczucia deja vu w odświeżonej odsłonie. Wyraźnie słychać to chociażby w Death, które w progresywnym stylu zmienia się niczym obraz kalejdoskopu. Początkowe fazy utworu to raczej typowe i niezbyt zadziwiające indie, które już teraz cechuje się świetną linią basu, choć nieprzesterowaną.  W głosie Matta Flegela nie słychać póki co także post-punkowej maniery „na-odwal-się-będę recytował-a-nie-śpiewał”, jednak wszystkie te wrażenia odpływają z kolejnymi minutami utworu. Bridge buduje wybitne napięcie, które ostatecznie traci na rytmie, aż w końcu przeradza się w finalną ge-nia-lną codę, która okazuje się być częściową reinkarnacją kawałka Shadowplay z repertuaru bandu Iana Curtisa. Opening, czyli Newspaper Spoons naraża zespół na odrzucenie (zwłaszcza, gdy deklarują się jako grupa rockowo-post-punkowa), bo nie stąd ni zowąd, kupując płytę tego zespołu, jako pierwszy słyszycie utwór stylistycznie tak podobny do This Heat. No rocka w tym mało i można się smutno zadziwić. A i progresywność nie przychodzi z pomocą, bo od połowy słyszymy elektroniczną partię, która lepiej pasowałaby jako intro do któregoś z kawałków Horrorsów z Luminous. Phi.

Riff z Silhouettes nie mógł być bardziej neo-post-punkowy. Zresztą – musi być dobry, skoro jest bliźniaczym do tego z Gravity od The New Flesh. Jest w stu procentach oparty na basie, który dla dodania smaczku jest przełamywany wysokimi dźwiękami gitary – nareszcie też Flegel wokalnie skłonił się ku tonacji, która najlepiej nadaje się do muzyki Viet Cong i buduje najciekawszy klimat. Zwielokrotniona i nałożona na siebie ścieżka wokalna daje złudzenie oldschoolowego post-punkowego pogłosu. Takich właśnie akcentów jest za mało na tej płycie i paradoksalnie to one wyszły najlepiej.

Wróżę Viet Cong światłą przyszłość, o ile pójdą w to, w czym są dobrzy – czyli post-punk revival z całą artową otoczką pełną ozdobników i różnych nieścisłości dźwiękowych. Ich debiut ma kilka świetnych momentów, ale to jeszcze nie jest w pełni to – wiadomo, że jak się jest dobrym we wszystkim, to nie jest się dobrym w niczym. W tym wypadku, porzucenie „niemuzycznych” rozwiązań pokroju zapożyczeń z This Heat może okazać się złotym środkiem. Poza tym, świat nie jest gotowy na drugi zespół tego kalibru.