10828133_886481164736343_3750136287309522570_o
komentarzy

Trupa Trupa (07.03.2015; Żak)

Czułam, że na sobotni koncert Trupa Trupa jestem doskonale przygotowana. Z albumem zapoznałam się bardzo dobrze, wcześniejszą twórczość TT sumiennie przestudiowałam, co więcej…w dniu występu towarzyszył mi okrutny ból głowy. A zatem od strony zarówno dziennikarskiej, jak i tej osobistej, byłam w pełni gotowa do całego wieczoru. I choć może brzmi to nieco banalnie, to właśnie moja wczorajsza dolegliwość pomogła mi intensywniej przeżyć premierę ich najnowszego albumu pt. „Headache”.

Nie był to mój pierwszy koncert TT, ale zdecydowanie najbardziej kameralny, intymny. Wcześniejsze wystąpienia grupy były dla mnie zbyt krzykliwe, jakby brakowało w nich pokory. Tym razem miałam wrażenie, że biorę udział w funeralnym spektaklu, który skończył się zdecydowanie za szybko. Premierowe wystąpienie ze swoim nowym materiałem było dokładnie takie, jak i całe wydawnictwo. Enigmatyczne, otulone dymną zasłoną, pełne mroku. Aranżacje nadawały kolejny wymiar, świetnie, pod względem instrumentalnym bronił się kawałek „Rise and Fall”, który na albumie nie brzmiał tak epicko (w pełni znaczeniu tego słowa), jak w wersji live.

Najciekawsza byłam jednak koncertowej wersji tytułowego singla „Headache”. Kompozycja tego utworu już od pierwszego odsłuchu zrobiła na mnie największe wrażenie. Elektryzująca gradacja napięcia i przeszywający krzyk Wojtka Juchniewicza kreują hipnotyzująco-upiorną kompozycję, po której będziesz wycieńczony, ale spragniony jeszcze większych wrażeń. Choć „Headache” ciężko jest przebić pod względem ładunku emocjonalnego, to finiszujące występ „Picture Yourself” dopełniło tę misternie przygotowaną terapię.

Było wyczerpująco, intensywnie, ale przede wszystkim nastrojowo. Mimo, że nie brakowało wydłużonych, wręcz noisowych partii, to całość w towarzystwie zaciemnionej sceny zabrzmiała intymnie, wręcz poufnie. A wspomniany ból głowy tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że znajduję się w odpowiednim czasie, na odpowiednim miejscu.