a1839906706_10
komentarzy

The KVB – Mirror Being [Invada Records; 2015]

„Tego jeszcze nie grali” – to stwierdzenie, którego często używam w życiu codziennym w nawiązaniu do wielu sytuacji, które zaskoczyły mnie czymś niespodziewanym. Co ciekawsze, jest to również zwrot, które fenomenalnie podsumowuje w relatywnie dużym skrócie czwarty długograj The KVB zatytułowany Mirror Being.

Od wydania ostatniej EPki tego brytyjskiego duetu, która nosi tytuł Out of Body, minął dokładnie rok, i jak się okazało, te 12 miesięcy przyniosło wiele gruntownych zmian w dotychczasowym wizerunku muzycznym projektu Klausa von Barrela (a właściwie Nicolasa Wooda) i Kat Day. Już wówczas, to jest – w okresie wydawania poprzednich płyt – dźwięki zawarte na krążkach duetu były ciężkie do zdefiniowania gatunkowego, raczej subtelnie czerpały z wielu, nie skłaniając się przy tym bardziej w żadną ze stron – najbezpieczniejszym jest stwierdzenie, że była to lodowata ściana przesterowanej gitary i hipnotyczne dźwięki syntezatorów, które w połączeniu dawały naprawdę solidną dawkę mroźnego vibe’u. Wraz z przyjściem Mirror Being wiele się zmieniło – każdy potrafi sam wydać werdykt odnośnie tego, czy jest to zmiana dobra. Jeśli ja miałbym jednak ujawnić swoją opinię, to ciężko mi tak naprawdę porównać obie te rzeczy – to jak dwaj aktorzy grający tę samą rolę w różnych aranżacjach – niby to samo, ale obaj mają mocne strony w innych kategoriach.

Tym razem w znacznie większym stopniu skupiono się na składności przekazu i jednolitości klimatycznej – nareszcie odnoszę wrażenie, że płyta The KVB w całości obraca się w jednym temacie i niejako gryzie jedną historię od różnych stron. Mirror Being okazuje się być wydawnictwem mrocznym, bardzo dołującym i wręcz depresyjnym. Ta specyficzna fascynacja mniej pozytywnym aspektem ludzkiej egzystencji na ziemskim padole przychodzi również z nowymi środkami przekazu, a przynajmniej – odświeżonymi środkami przekazu. Do czasu wydania tegorocznego wydawnictwa nie miałem żadnego problemu, by przypiąć The KVB łatkę shoegazeowego projektu, odkąd gitara stanowiła pierwszy i najbardziej kluczowy element generujący dźwięki w muzyce tego duetu – oczywiście, spełniała wszystkie charakterystyczne elementy, które klasyfikowały ją gatunkowo. Gdzieś w tle zawsze krył się łagodny, rozciągający się wokal Von Barrela, który również nadawał całości ciekawego smaczku. Tutaj wokal niemalże kompletnie niknie, a raczej nie jest potrzebny. Przyłapałem się na tym, iż deficyt wokalu odkryłem dopiero po dłuższym czasie zapoznawania się z Mirror Being – to znak, że The KVB skutecznie wysuwa na pierwszy plan inne elementy, które być może nawet lepiej niż wokal budują klimat. Znacznie więcej pola do popisu dostały syntezatory, pozwoliłbym sobie nazwać Mirror Being płytą na swój sposób elektroniczną – chłodne sample perkusji są teraz wspierane przez ambientowo-mroczne dźwięki, które ciężko jednoznacznie opisać, jednakże mnie kojarzą się z jednym – przechadzką (bynajmniej nie wesołą) po zmrożonej jaskini pełnej lodowych sopli i echa. Zapomnijcie jednakże o tym, że widzicie przed sobą jakąkolwiek drogę. Jest ciemno, przykro i nieprzyjaźnie.

Specyficzne skojarzenia budzi we mnie nowa płyta The KVB – bardzo łatwo mi ją powiązać z poprzednimi wydawnictwami, gdy już zauważam wibrującą flegmatyczność kompozycji, narastający szum całej elektroniki i pogłębiający się, zagęszczający z każdą sekundą nastrój obłędu i chęci do autodestrukcji. Zupełnie inaczej ma się sprawa, gdy spojrzę na tę płytę jak na twór kompletnie niezależny, odłączony od wszystkiego, co kiedykolwiek stworzyło duo Wood/Day. Gdyby nie zimno i przeszywający ból wypełzający do mych uszu z każdego otworu słuchawek, uznałbym, że Mirror Being jest którymś z nowych i jeszcze bardziej freakowych eksperymentów Roberta Alfonse’a! Posłuchajcie tej rytmiki, która wpada w perfekcyjny „trustowy” ton na Chapter lub Tenuous Grasp. Wszystko co pozostałe, po oczyszczeniu umysłu i wyzbyciu się z niego wszelkich porównań, buduje klimatyczną całość, która nareszcie wpada w jednaki rezonans, jednakowo przeszywa i budzi jednakowe uczucia. I nie są to przyjemne uczucia, wszak nie w opisywaniu takowych mistrzostwo zdobyło The KVB…