/Volumes/3/09/09_09_3_Shining/Output Cover/.shining045.tif
komentarzy

Shining – Blackjazz dla wszystkich

W ramach festiwalu Unsound Polskę po raz drugi w tym roku odwiedzili norwescy jazzujący metalowcy z Shining. W przerwie między próbą a koncertem udało mi się złapać i przepytać Jørgena Munkeby i Tora Krekena.

Magnetoffon: Większość zespołów nie lubi być szufladkowanych, wiązanych z jakimś konkretnym gatunkiem. Wy,  wraz z tytułem ostatniego albumu stworzyliście własny gatunek. Czym jest Blackjazz??

Jørgen: Blackjazz wziął się od tytułów dwóch albumów: Black Metal Venoma i Freejazz Ornette’a Colemana. Black Metal rozpoczął gatunek zwany black metalem. Może nie tyle muzycznie, ale na pewno stąd wzięła się jego nazwa. Freejazz Colemana, także zapoczątkował pewien gatunek – freejazz. Nasza muzyka na ostatnim albumie jest bardziej metalowa, bardziej blackmetalowa i bardziej freejazzowa. Uznaliśmy, że te elementy bardzo do siebie pasują. We freejazzie jest bardzo dużo energii, uczucia, feelingu. Podobnie jest w blackmetalu. Dlatego te dwa gatunki były tak łatwe do połączenia. Freejazz i black metal to dwa „duchowe” gatunki.
Wcześniej nikt nie zdołał jednoznacznie określić naszej muzyki. Blackjazz to nazwa, która zasugerowała dla niej konkretną nazwę.

Wspomnieliście black metal. Jak wygląda teraz skandynawska scena blackmetalowa? Kiedy byłem nastolatkiem słuchałem dużo tzw. true black metalu. Jakiś czas temu sprawdzałem co aktualnie robią kapele, które pamiętam z tamtych lat i okazuje się, że grają zupełnie inną muzykę. Darkthrone gra punk rocka, Satyricon…

J: …Grają rocka, Mayhem poszedł w stronę muzyki współczesnej, Ordo ad Chao to naprawdę sztuka wysoka.

Wydaje mi się, że jeśli jesteś spoza Norwegii i nie znasz tych ludzi, wtedy łatwo określać ich jako „scenę blackmetalową”. Ja nie słuchałem tych grup, kiedy dorastałem, ale teraz kiedy poznałem tych ludzi okazuje się, że oni nie mają ze sobą zbyt zażyłych kontaktów. Mówią sobie „cześć” na festiwalach, czasami pomagają sobie na albumach, ale nie widzą siebie jako „norweskiej sceny blackmetalowej”. Może było tak kiedy byli młodzi, ponieważ wtedy trzymali się razem, i jako jedyni malowali sobie twarze. Teraz jest inaczej, każdy podąża własną drogą. Każdy zespół jest inny. Dimmu Borgir różni się do Ihsana, Darkthrone od Satyricona, a taki np. Ulver to zupełnie inna bajka. Określiłbym ich nie, jako scenę a zespoły, które zaczęły w tym samym miejscu, włączając w swoją muzykę te same elementy takie jak satanizm, ćwieki czy długie włosy. I to są ich wspólne punkty. Tak naprawdę wszyscy skupiają się na tym co robią sami, a nie na działalności innych.

Wróćmy do waszego ostatniego albumu. Krążek produkował Sean Beavan. Czy można go określić jako współtwórcę waszego aktualnego brzmienia, czy raczej jako pomocnika.

J: Pierwotnie miał być tylko pomocnikiem. Chcieliśmy zatrudnić go wcześniej, ale nie mieliśmy środków, a on był zajęty miksowaniem albumu Marilyna Mansona. Kiedy zaczęliśmy pracować razem, zrobił na mnie wielkie wrażenie. Potrafił sobie ze wszystkim świetnie poradzić i ostatecznie stał się bardzo ważną postacią przy nagrywaniu albumu. Zmiksowany przez niego album, brzmiał dokładnie tak jak chciałem, żeby brzmiał. Miksy były bardzo ważne.

Nie zaczął niczego, my to zaczęliśmy, ale okazał się bardzo ważnym elementem podczas nagrywania i bardzo się cieszę się, że zdecydował się na współpracę z nami. Nie chcę nawet myśleć jak wyglądałby album bez jego pomocy. Jego piętno jest bardzo widoczne na Blackjazz. Ja chciałem przenieść naszą muzykę na kolejny poziom, a on nie dość, że wiedział jak to zrobić to od razu przeskoczył o kilka kolejnych szczebli. Pomógł nam również znaleźć dobrego gościa od masteringu. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy i na pewno będzie miksował nasze koncertowe dvd, a najprawdopodobniej także nasz następny album.

Następny album? Jakieś konkretne plany?

J: Na razie nie. Mamy konkretne plany, co do dvd, które nagramy na początku listopada.

Wiadomo już kiedy się ukaże?

J: Prawdopodobnie na wiosnę przyszłego roku, ewentualnie wczesnym latem. Taką przynajmniej mam nadzieję.

Po dwóch jazzowych albumach zdecydowaliście się na poważną zmianę waszego brzmienia. Wyczytałem, że jednym z jej powodów była grupa Motorpsycho.

J: Wszyscy dorastaliśmy słuchając rocka i metalu. Ja później zainteresowałem jazzem, Więc ponowne zainteresowanie cięższą muzyką było dla mnie powrotem do korzeni. Byłem w tym czasie w trasie z grupą Motorpsycho.  Grali art. rocka z metalowymi naleciałościami i świetnie zbiegli się z moimi muzycznymi zainteresowaniami w tamtym okresie.

Podczas nagrywania w studiu panuje demokracja czy dyktatura?

Thor: Dla mnie praca przy nagrywaniu albumu jest to jak praca orkiestry. Utwory komponuje Jørgen i on jest swojego rodzaju dyrygentem, a my(zespół) musimy odtworzyć wszystko co jest zapisane w nutach. Ale wydaje mi się, że mamy dużo większą swobodę niż orkiestra. Możemy włożyć w to nasze własne uczucia i wzbogacić tym muzykę. Kiedy pracujemy w studiu jest to bardzo przyjemny i demokratyczny proces, ale muzyka jest gotowa wcześniej. Za to gramy bardzo dużo prób.

J: Podczas prób zmieniamy niektóre rzeczy.

T: Tak, zmieniamy dużo rzeczy, a oprócz tego na albumie jest wiele fragmentów, które są całkowicie improwizowane.

Nagrywaliście wasze płyty w różny sposób. Na początku, jako zespół, grając razem w studiu, później rejestrują różne ścieżki w różnych miejscach i potem składając je w całość. Jak było przy Blackjazz?

J: Nie nagrywaliśmy w aż tak wielu miejscach. Korzystaliśmy z mojego studia, studia w Oslo i jeszcze jednego w Szwecji. Te dwa studia są większe od mojego i tam nagrywaliśmy perkusję, bas i fragmenty, w których zespół musiał być obecny w całości. Reszta(większość) nagrywana była w moim studiu przez dosyć długi okres czasu. Nagrywaliśmy i zmienialiśmy, i tak w kółko, aż efekt był zadowalający. Takie są plusy posiadania własnego studia.

Przed Blackjazz wzięliście udział we wspólnym projekcie z Enslaved – Armageddon Concerto. Jak na razie to tylko materiał koncertowy, planujecie wydać go w wersji studyjnej?

J: Nie ma takich planów. Zagraliśmy go dwa razy i nie planujemy tego powtarzać. My jesteśmy zajęci, oni są zajęci. To duży projekt i dużo muzyki trudnej do złożenia w całość…

Ale podczas nagrywania Blackjazz użyliście kilku utworów napisanych na potrzeby Armageddon Concerto

J: Tak, użyliśmy Fisheye w nowej wersji.

T: Oraz fragmentu Blackjazz Deathtrance

J: Fragment HEALTER SKELTER oraz RMGDN, który wydaliśmy na singlu, również pochodzą stamtąd. Kiedy wydaliśmy Blackjazz uznaliśmy, że nie będziemy wydawać Armageddon Concerto w całości.

T: Zagraliśmy ten projekt dwa razy. Pierwszy raz przed wydaniem Blackjazz, a potem po premierze. Wykonując go drugi raz wydawało nam się, że robimy krok wstecz, bo gramy coś, co stworzyliśmy rok temu i zdążyliśmy to już rozwinąć w coś zupełnie innego. Nagranie Armegeddon Concerto miało sens tylko przy okazji pierwszego wykonania podczas festiwalu Molde Jazz. Teraz nie czujemy już potrzeby nagrywania tego materiału. Blackjazz jest kolejnym krokiem w naszej.

Wolicie skupić się na przyszłości niż wracać do przeszłości.

T: Dokładnie tak.

J: Aczkolwiek ten materiał jest nagrany. Zarówno koncert z Moldejazz jak i ten z Tillburga. Po prostu na razie nie czujemy potrzeby wydawania tego materiału.

A co z dwoma pierwszymi albumami, planujecie reedycje?

J: Tu sytuacja jest podobna. Nie mam wewnętrznej potrzeby wydawania tych albumów na nowo. Kiedy będę miał więcej czasu, postaram się odzyskać taśmy matki, ponieważ wytwórnia złamała postanowienia kontraktu, nie utrzymując płyt w sprzedaży. Na razie taka sytuacja mi odpowiada.

Jesteście teraz w trochę w innym miejscu muzyczne ewolucji.

J: To dobre albumy, fajne jest to, że to nasze początki, które już w tamtym czasie zostały zauważone. Jesteśmy z nich dumni. Udowadniają też, że byliśmy innym zespołem, że przeszliśmy ewolucję od jazzu do metalu, a nie odwrotnie jak np. Opeth, Enslaved czy Ihsahn. Możliwe, że kiedyś je wydamy w jakiejś limitowanej edycji

T: Jako The Complete Works of Shining

J: Jakieś ekskluzywne, sygnowane wydawnictwo, czy coś w tym rodzaju. Nie wydaje mi się, żebyśmy kiedykolwiek mieli je wydawać w formie tradycyjnych Cd…  Ale wciąż podoba mi się ta muzyka.

Niestety, nie udało mi się ich wysłuchać, są bardzo trudne do zdobycia. Zarówno droga legalną jak i nielegalną.

J: To prawda

Aktualnie w waszej muzyce można wyróżnić trzy najważniejsze elementy: metal, jazz i elektronikę. Który z nich chcecie w przyszłości rozwinąć?

J: Elektronika, czyli?

Syntezatory

J: Na Blackjazz jest faktycznie dużo industrialnych elementów, które mogą brzmieć jak elektronika. Dla mnie nasza muzyka to głównie część metalowa i jazzowa. Chciałbym oba te elementy zatrzymać i rozwinąć. Część industrialna to raczej podejście do grania, które owocuje takim, a nie innym brzmieniem. Zastanawiamy się jedynie nad tym czy chcemy grać ciężej czy lżej.

Który kierunek jest wam bliższy? Chcecie iść w stronę jeszcze większego ekstremum czy stworzyć muzyką łatwiej przyswajalną?

J: Może być ekstremalna i przyswajalna jednocześnie. Blackjazz jest bardzo ekstremalny. Oczywiście mógłby być bardziej, ale to nie jest nasz cel. Jesteśmy zadowoleni z naszego aktualnego brzmienia. Chciałbym, żeby na kolejny albumie było po prostu więcej numerów blackjazzowych. Wciąż lubię nasze stare utwory, ale nowe podobają mi się bardziej.

W wywiadzie sprzed paru lat powiedziałeś, że planujesz projekt, który opisałeś jako „crazy hardcore homemade tom waits with metal up his ass”

J: To był pomysł, który wtedy chodził mi po głowie. Powiedziałem, że planowałem cos takiego stworzyć?

Tak

J: Były plany, jakieś próby, ale nic z tego nie wyszło. Nagraliśmy nawet kilka demówek. W sumie brzmiało to całkiem nieźle… Myśleliśmy też o założeniu zespołu ze znajomym. Teraz ja mam swój zespół, on ma rodzinę i dzieci i raczej nic z tego nie wyjdzie.

To wasza druga wizyta w Polsce w tym roku. Wcześniej graliście na Off festiwalu. Wydaje się, że to nie do końca miejsce odpowiednie dla was. Jak wypadł tamten koncert?

J: Bardzo nam się podobało.

T: Było świetnie, przyszło mnóstwo ludzi.

J: Ludzie znali utwory, mieli nasze koszulki. Zwykle niezależnie od tego gdzie gramy, spotykamy się z dobrym przyjęciem. Bardzo lubię grać w „mainstreamowych” lokalizacjach. Nie powinniśmy się ograniczać, nasza muzyka pasuje do wielu miejsc.

T: Jeden z naszych najdziwniejszych koncertów odbył się w Holandii, na jakimś rodzinnym festiwalu, gdzie wciąż było słychać niemiecką muzykę przypominającą Oktoberfest. Kiedy rozkładaliśmy sprzęt na scenie, wokół biegało pełno dzieci i baliśmy się, że kiedy zaczniemy grać, ludzie zaczną rzucać w nas przedmiotami(śmiech). Ale kiedy zagraliśmy okazało się, że zgromadzonym to się podoba i koncert wypadł bardzo dobrze. Zwykle potrafimy przekazać ludziom naszą energię nawet gdy nie słuchają na co dzień takiej muzyki.

J: Ostatnio graliśmy na bardzo małym jazzowym festiwalu w Norwegii i w pierwszym rzędzie stali ludzie w koszulkach Darkthrone itp. Na pieprzonym jazzowym festiwalu! Nasi fani nie wybrzydzają w miejscówkach i przychodzą tam gdzie my się pojawiamy. Zawsze pod sceną znajdzie się jakaś wierna grupka fanów. Kiedy graliśmy w Tokio przyszli np. ludzie w garniturach? Póki ludzie przychodzą nas słuchać, nie obchodzi nas jak są ubrani i gdzie odbywa się koncert.

rozmawiał Krzysiek Sokalla

Tags: