searching_for_calm
komentarzy

Searching for Calm – Mniej łomotu, to pewnie kwestia starzenia się układu nerwowego

Wywiad z Grinem – basistą zespołu Searching for Calm – o ciekawości muzyki, szukaniu spokoju, nowej płycie oraz przyszłości zespołu, rozmawia Magdalena Szubert.

Magnetoffon: Energia, ekspresja, emocje – to najczęściej wymieniane epitety pod Waszym adresem, także prasa nie oszczędza Wam superlatyw, nazywając „przyszłym polskim towarem eksportowym”. Jak post-punkowcy odnajdują się w tej wymianie handlowej?

Grin z SFC: Cóż…w jakimś sensie jesteśmy zespołem będącym biznesem (śmiech) międzynarodowym. Mieszkamy w Polsce, ale zdarzało nam się grać za granicą. Ponadto nasz manager jest Brytyjczykiem, a najnowszą płytę miksuje portugalski producent mieszkający w Londynie – Pedro Ferreira. Pod tym względem, czujemy się w tej wymianie bardzo dobrze.

M: Powstaliście w 2002 roku, zgadza się? Mamy rok 2010. 8 intensywnych lat. Od waszego demo, po wydanie debiutanckiej płyty, aż po występ na Off Festiwalu 2 lata temu. Można powiedzieć, że brzmi to jak wyklarowanie się pewnej ścieżki Waszego rozwoju?

SFC: Właściwie myśleliśmy, że istniejemy krócej. Dzięki za uświadomienie nam tego (śmiech). Na pewno jest to dosyć długi czas, ale powoli małymi krokami zespół ciągle sie rozwija i mamy nadzieję, że nie przestanie sie rozwijać. Wolimy, aby ten proces trwał dłużej, ale efektywnie, w przeciwieństwie do większości zespołów – nagrać jedną dobra płytę i szybko skończyć swoją artystyczną egzystencję.

M: Cofając się w czasie, czy w tej początkowej fazie kreacji muzycznej, wspólnych jam sessions, mieliśmy już wyklarowany pomysł na muzykę- eklektyzm stylów oraz eksperymentów muzycznych?

SFC: Myślę, że podstawowym założeniem było granie muzyki energetycznej i takiej, przy której przez cały czas czulibyśmy się podekscytowani, za to nigdy nie znudzeni. Myślę, że osiągnęliśmy ten cel.

M: Jesteście kwintetem: każdy jest indywiduum muzycznym, wnoszącym innego ducha muzyki, różne wpływy i fascynacje. Ta dyfuzja gatunków jest waszym znakiem rozpoznawczym. Kto co wnosi do zespołu?

SFC: Nie ma odgórnych założeń, kto co robi. Jeśli ktoś ma pomysł, po prostu przekazuje go reszcie. Jeśli wszystko działa jak należy, powstaje utwór. Nawiązując do eklektyzmu z poprzedniego pytania – nasz styl ciągle ewoluuje i mimo, że na najnowszej płycie dalej będzie sporo eklektyzmu, to całość staje się bardziej spójna.

M: A skąd wzięła się ta arytmiczność oraz połamanie w wydaniu jazzowym. Gdzie leży jej źródło ?

SFC: Tak jak wcześniej mówiłem, źródło leży w podstawowym założeniu, czyli w robieniu muzyki, mającej nas przede wszystkim ciekawić i ekscytować. Lubimy proste piosenki 4/4, ale również skomplikowane połamańce. Z tych dwóch rzeczy staramy się stworzyć coś, co z jednej strony będzie połamane i nieoczywiste rytmiczne, a jednocześnie nie będzie graniem skomplikowanym dla samego skomplikowania. Chcemy, żeby utwory miały w sobie elementy bardziej popowego ducha.

M: Plus 2 basy w zespole, będące waszym trademarkiem. Wyjątkowe połączenie, ale jednak działa. Kto wpadł na ten pomysł i jak te dwa basy – niski i wysoki współgrają ze sobą?

SFC: Wynikło to również z ciekawości ,czyli: „co by było, gdyby w zespole tworzyło dwóch basistów?”. Pogodzenie dwóch instrumentów, które zajmują dosyć dużo przestrzeni w muzyce było trudne, lecz po włożeniu w to dużej ilości pracy udało sie wypracować odpowiedni system.

M: Zadziałał bardzo dobrze. Zebrany przez Was materiał na płytę ujrzał światło dzienne w 2006 roku, potem nastąpiła jego reedycja w 2007 roku. Jak się znaleźliście z wytwórnią Sing Along?

SFC: Sing Along jest projektem egzystującym na scenie hard-core/punk i tworzonym głównie przez naszego znajomego Damona. Poznaliśmy go podczas grania wspólnych koncertów. Gdy zaczynaliśmy granie wspólnych gigów, był on wokalistą zespołu 100 Inch Shadow i postanowił nam pomóc. Tak oto ukazała się płyta, następnie wznowiona przez nieistniejący już label Red Swallow. Oba projekty były tworzone przez ludzi, robiących to, tylko i wyłącznie, ze względu na swoją pasję do promowania niezależnej muzyki.

M: A co z etykietką Emo-core oraz, niestety w obecnych czasach postrzeganym pejoratywnie, słowem emo w wydaniu popowym – Fall Out Boy, czy 30 Seconds to Mars? Czy może to miało wpływ na profil Waszych słuchaczy?

SFC: Niespecjalnie przejmujemy się tym, kto jak nas nazywa. Każda łatka przypięta jest dla każdego muzyka mniej lub bardziej odpowiednia. Emo-core to dla nas inne zespoły niż wspomniane przez ciebie. Dla nas to Fugazi czy np. At the drive-in. Mimo to wiem, że sporo osób na naszych koncertach to fani takiej właśnie muzyki. Nie przeszkadza nam to zupełnie. Nie wartościujemy osób, które nas słuchają.

M: A skoro poruszamy już temat koncertów… Czy możesz stwierdzić, które były jak dotąd najlepsze, a o jakich chcielibyście zapomnieć? Ja osobiście widziałam Was w Krakowie w Jazz Rock Cafe na początku waszej współpracy. Rewelacja!

SFC: Zagraliśmy do tej pory jakieś 150 koncertów. Za dużo, żeby pamiętać, który był najlepszy, a który najgorszy. Z każdego można było wyciągnąć coś dobrego. O złych rzeczach lepiej nie pamiętać.

M: Na pewno jednym z wyjątkowych dla Was koncertów był ten na Off Festiwalu. Kto zasiadał w Jury? Jakie to było uczucie, stanąć na scenie mysłowickiego parku Słupna w towarzystwie pozostałych 3 zespołów: L.Stadt, Hatifnats i George Dorn Screams?

SFC: W pierwszym etapie jurorem grupy, w której się znajdowaliśmy był Macio Moretti, autorytet muzyczny. Nie pamiętam niestety wszystkich jurorów festiwalu. Jednak na samym Offie było bardzo przyjemnie. Chyba tylko ten jedyny raz graliśmy koncert tak wcześnie. Miejmy nadzieje, że będziemy mieli okazję tam wrócić i zagrać w godzinach wieczornych.

M: No dobrze, a wybiegając poza polskie granice. Koncertowaliście również w UK. Jakie wrażenia wywarła jakość waszej muzyki wśród znawców muzyki z angielskiego kręgu?

SFC: Sądząc po rozmowach z ludźmi, którzy przybyli na nasze koncerty w UK, muzyka bardzo im się podobała. Ku naszemu miłemu zaskoczeniu – UK to nie tylko hipsterzy słuchający jedynie rzeczy podsuniętych przez NME (śmiech).

M: Jest jeszcze jeden angielski motyw w Waszej muzycznej przygodzie- zespół Ever Since the Lake Caught Fire…

SFC: Pomysł na zaproszenie ESTLCF był dosyć spontaniczny i przypadkowy. Zespół znajdował się w top friendsach na myspace zespołu Kubichek!, który ja i Adrian Chorębała bardzo lubimy i postanowiliśmy ich zaprosić. 2 tygodnie w trasie okazały się jednymi z najlepszych rzeczy, jakie nam sie przydarzyły. Bardzo zaprzyjaźniliśmy się razem z chłopakami z UK.

M: Zagraliście razem w UK?

SFC: Tak, właśnie później udało nam sie wspólnie zagrać w Newcastle, z którego pochodzą. To super chłopaki, o których już niedługo będzie można usłyszeć więcej.

M: Jesteście w trakcie nagrywania nowej płyty. Mamy się przygotować na istotne zmiany? Odchodzicie od wypracowanej metody na granie-łomot, spokój, arytmia?

SFC: Tak. Nowe utwory są mniej eklektyczne, jest mniej łomotu, za to więcej melodii. To pewnie kwestia starzenia się układu nerwowego. Nie potrzeba nam już tak dużego pierdolnięcia, żeby wywołać u nas uśmiech.

M: Jakich inspiracji muzycznych można się więc spodziewać tym razem? W naszej ostatniej rozmowie wspominałeś, że płyta będzie bardziej transowa, spokojniejsza?

SFC: Wszyscy słuchamy dużo muzyki więc na pewno ma to na nas wpływ. Nie jest to jednak wpływ bezpośredni. Kompozycje są obecne na pewno bardziej zrównoważone. Michał (wokalista przyp. red.) nawet przestał krzyczeć (poza paroma wyjątkami).

M: Kiedy płyta może ujrzeć światło dzienne?

SFC: Realistycznie w maju, ale jeszcze nie jesteśmy pewni, czy wybierzemy Mystica na wydawcę. Płyta będzie zatytułowana: Room with the views. Na razie oficjalnie jesteśmy unsigned.

M: A następnie w planach intensywna jej promocja? Na jakich festiwalach możemy was zobaczyć w tym nowym roku?

SFC: Chcemy zagrać jak najwięcej koncertów. Na razie jednak nie jestem w stanie wymienić konkretnych gigów. Wszystko zależy od tego, jak potoczą się losy płyty.

M: Oby było ich najwięcej. Jeśli miałbyś okazję zagrać z zespołem jako support, z kim najchętniej?

SFC: Ja osobiście chciałbym zagrać przed Faith No More. Nie wiem jak reszta chłopaków 😉

M: Wymień znaczące dla Ciebie polskie festiwale muzyczne.

SFC: W Polsce Open’er ma najbardziej gwiazdorski line-up, ale najwięcej charakteru w moim osobistym mniemaniu ma Off Festival. Mam nadzieję, że będzie się rozwijał w kierunku takim jak zeszłoroczny, z bardzo dużą różnorodnością muzyczną zespołów.

M: I ja również mam taką nadzieję oraz że zobaczymy tam również Was. Dziękuję za wywiad.

SFC: Dzięki.

http://www.myspace.com/searchingforcalm