pond_-_man_it_feels_like_space_again
komentarzy

Pond – Man It Feels Like Space Again [Caroline; 2015]

Czy trzeba przedstawiać Australijczyków z Pondu? Ciężko przejść obojętnie koło ich halucynogenno-kosmicznych podrygów manifestujących siłę psychodelii na południowej półkuli naszego globu. Obok Tame Impali, to druga z głośniejszych gatunkowo nazw, nie tylko z Australii, ale i ze świata ogólnie. Różnica między obydwoma zespołami polega na ogólnym wydźwięku i klimacie generowanym przez ich muzykę – podczas gdy TI starają się zachować resztki powagi w iście dziwacznym i specyficznym gatunku jakim jest psychodela,  chłopaki z Pondu w pełni akceptują swój los, a wręcz przekuwają go na swoją zaletę. To grupa komików rzucająca dowcipami i budząca ogólną konsternację publiki za pomocą instrumentów i starannie uporządkowanych efektów.

Choć od zawsze zespół słynął z rockowego sznytu, który ostał się po gatunkowym trzonie po wielu manipulacjach (mam na myśli silnie zaakcentowane dźwięki gitary) i silnego ładunku pozytywnej i nastrajającej optymistycznie energii, uczucie pewnego ograniczenia od zawsze było obecne na ich płytach. Wraz z nadejściem rzeczonego Man It Feels Like Space Again, łatwo odnieść wrażenie, że horyzonty muzyków poszerzyły się wielokrotnie od czasów niezłego Hobo Rocket i sztandarowego już Beard, Wives, Denim. Na tegorocznym albumie słychać wyraźny krok, który nareszcie (dla wielu: niestety) postawili Australijczycy, wyszli poza ramy psychodelicznego rocka, z pierwszą częścią nazwy tego gatunku pod pachą, rozpylając niecodzienną i pogodną energię na co się tylko dało. Pod tym względem można ich skojarzyć z niepisanym mistrzem podobnych eksperymentów, niejakim Arielem P. Usłyszycie tu echa wesołego i poniekąd kiczowego popu z lat 80′ (zaskakujące Zond), którego klimat buduje niemalże perfekcyjnie zakamuflowany toną efektów bas. To coś zupełnie nowego, czego w obszernej dyskografii Pond nie było mi dane jeszcze usłyszeć.

Utwór tytułowy to a’la Beatlesowa psychodela, symbol lat 60′. Spodziewalibyście się tego? Pod tę samą etykietę podpina się wioskowo-folkowe Medicine Hat wyrwane rodem z Please Please Me. Pewna funkowa popowość Outside Is The Right Side sprawia, że znów podaję zwątpieniu powagę, którą muzycy z Pondu wiążą ze swoją muzyczną karierą. A jednak słucha się tego dobrze i napawa to podobną multikolorową ekstazą jak przed kilku laty, na innych utworach! Man It Feels Like Space Again zachwyca kompozycyjnie, a także instrumentalnie – kunsztowna elektronika i dance’owe bity są tu nawet silniejsze niż zazwyczaj. Zresztą, spójrzcie tylko na okładkę! Czy to może być Pond po zmianie stylu na okołohaveanicelife’owe smuty? Nie. To wciąż mistrzowie przekazywania pozytywnych emocji poprzez narzędzie psychodelii. Nie psychodelicznego rocka, już nie. Psychodelii – po prostu.

Najnowsza płyta kwartetu ze słonecznego Perth, to jeden z lepszych krążków ich dotychczasowej dyskografii. To jakby jedna z ich bardziej znanych płyt typowo rockowych zaaranżowana na… wszystkim innym niż do tej pory. Co tu dużo mówić – koniec recenzji, idę znów dać ponieść się temu abstrakcyjnemu szaleństwu.