10622949_299275836946537_6120827089761222744_n
komentarzy

PiotrkOFF Art Festival 2014

W ostatni weekend lata słuchaczy polskiego alternatywnego grania przyciągnął Piotrków Trybunalski. Już szósty raz z rzędu miasto zorganizowało kameralny, klimatyczny PiotrkOFF Art Festival.

Drugi dzień festiwalu w samym centrum Rynku otworzyła Sonia Pisze Piosenki. Parę godzin po jej występie zespołem otwierającym festiwalowy wieczór była stołeczna Jazzpospolita. Na koncert zespołu tłumnie przybyli ludzie, restauracja U Dunina niemalże pękała w szwach. Panowie zabrali przybyłych w podróż pełną dźwięków pięknych i subtelnych, dźwięków poruszających i pełnych magii. Bez zbędnych słów, komentarzy – bo muzyka przecież sama się wybroni. Zgromadzeni usłyszeli zarówno utwory ze starszych płyt, jak i te zwiastujące nadchodzący album (szkoda tylko, że jeszcze niektórzy nie wiedzą, po co przychodzą na koncerty i skutecznie zagłuszają odbiór rozmowami…)

Zaraz po występie wszyscy z U Dunina przenieśli się na przeciwległy koniec Rynku do klubu Rocco Cocco (skąd dochodziły dźwięki rozgrzewającego się BaBu Król, a właściwie BaBu Queen, ale o tym za chwilę). Miejsca i przestrzeni jeszcze mniej, niż U Dunina, a ludzi z minuty na minutę coraz więcej. Na koncert zapraszał Budyń, krążąc z saksofonem wokół Rynku i zaczepiając ludzi. Koncert BaBu Queen (bo do Budynia i Bajzla dołączyła tajemnicza Zosia) dostarczył publiczności PiotrkOFF Art Festivalu zgoła innych wrażeń, niż poprzednicy. Występ Budynia, Bajzla i Zosi był energiczny, szybki, głośny, zawrotny, a wszystkiemu dyrygował charyzmatyczny Budyń, jurny jak na swoje czterdzieści wiosen (o czym wspominał wielokrotnie podczas koncertu, co, cóż, było męczące) i  za wszelką cenę chcący skumać się z publicznością.

Po koncercie BaBu Król piotrkowscy festiwalowicze udali się do pubu Skyy Pub, gdzie rozgrzewała się już Łagodna Pianka. To młody zespół z Podkarpacia, który gra lekką, przyjemną muzykę, bardzo szybko zapadającą w ucho i taką, do której chętnie się tupie. Na samym początku koncertu publiczność nieśmiało stała w bezpiecznej odległości od sceny, jednak po kilku utworach przybliżyła się maksymalnie do sceny i bawiła się doskonale, tańcząc i śpiewając wspólnie z wokalistą. Zespół nie ukrywał zadowolenia, kiedy wszyscy śpiewali i wykrzykiwali teksty piosenek.

Na zakończenie festiwalu w pubie Spirala, nieco dalej położonym od poprzednich miejsc, wystąpił Plum. Garażowe granie w ciemnym i dusznym pomieszczeniu było, moim zdaniem, świetnym podsumowaniem całego festiwalu. Publiczność dała się ponieść mocnym rockowym dźwiękom. A po koncercie pozostała bliżej nieokreślona pustka. Bo to już koniec dwudniowego festiwalu, na którym panowała polska, dobra muzyka.

Niepodważalnym atutem festiwalu jest jego lokalizacja – wszystkie koncerty odbyły się w lokalnych pubach i restauracjach w obrębie urokliwego i przytulnego Rynku w centrum Piotrkowa. Zewsząd, z każdej strony otaczała ludzi muzyka, a w międzyczasie rozmowy o niej. W ciągu tych dwóch dni miasto stało się stolicą polskiej sceny alternatywnej. A centrum Piotrkowa Trybunalskiego zachwyca. Tam chce się wracać. Jestem przekonana, że za rok PiotrkOFF Art Festival będzie moją pozycją obowiązkową wśród wydarzeń muzycznych.  Bo tak, jak w sierpniu wszystkie drogi w Polsce prowadzą do Katowic, tak we wrześniu powinny prowadzić do Piotrkowa.