Morcheeba-Zoom-95-13-2015-05
komentarzy

Morcheeba – Strefa Kultury, Katowice (12.09.2015)

Władze Katowic z okazji 150-lecia lokacji miasta zafundowały widzom wspaniałą niespodziankę. Tego typu święta, bardzo często obsadzane rodzimymi nibygwiazdami znanymi z komercyjnych stacji radiowych, mają być z założenia atrakcją dla wszystkich. Niestety, często okazuje się, że jak dla wszystkich – to tak naprawdę dla nikogo. Nie tym razem. Gwiazdami wydarzenia okazały się prawdziwe legendy triphopu, Archive i Morcheeba; jakby tego było mało, darmowy wstęp zapewnił zespołom sporą publiczność.
Prawdę mówiąc, zastanawiałam się, z jakim przyjęciem spotka się Morcheeba. Na pewno część publiki była przypadkowa, słyszałam również głosy fanów grupy, którzy nie udaliby się na koncert, gdyby przyszło im zapłacić za bilet grubsze pieniądze. Obawiałam się, że ten procent widzów, który znalazł się w Strefie Kultury przypadkiem, będzie drzemał przy akompaniamencie kołyszących ballad w wykonaniu Skye Edwards. Chwała Bogu, myliłam się; wokalistka od pierwszych dźwięków urzekała nie tylko aksamitną barwą głosu, lecz również intrygującą stylizacją i skrzącym poczuciem humoru. Śmiechem skwitowała odkrycie, że jej szklanka z wodą okazała się być wypełniona tequilą. Bez fałszywej skromności dopytywała: Do you like my dress? I made it myself, you know. Upewniła się przy tym, czy publiczność aby na pewno widzi przez warstwę tiulu jej bieliznę… Sceniczna maniera Edwars w połączeniu z wyżej wspomnianą kreacją ani na chwilę nie pozwalała oderwać wzroku.
Warto wspomnieć o konsekwencji, z jaką ułożono setlistę. Na pierwszy ogień poszły hipnotyzujące Trigger Hippie i Under the Ice, utwory stanowiące kwintesencję stylu Morcheeby. Napięcie stopniowane w miarę trwania koncertu spiętrzyło się w kompilacji najbardziej oczekiwanych przez publiczność piosenek: Blood Like Lemonade, Slow Down czy Rome Wasn’t Built in One Day. Hity wyśpiewane przez publiczność, bezpretensjonalny cover Let’s Dance Bowiego (przy którym zasłaniający mi dwumetrowi panowie z takim zapamiętaniem interpretowali tytuł piosenki, że aż przestałam się na nich złościć) i ocierający się o kołysankę bis Over and Over (z niewielkim wokalnym poślizgiem) domknęły koncert, zaspokajając zarówno długoletnich wielbicieli Morcheeby, jak i pewnie sporą część tych. którzy z grupą zetknęli się po raz pierwszy. Bez kombinowania, bez pójścia na łatwiznę, zespół doczekał się ciepłej reakcji, którą zresztą odwzajemnił (vide podziękowania dla publiki i organizatorów ze strony gitarzysty).
Katowice ogarnęła tego wieczoru ciepła, rozedrgana aura. Koncert nie tylko przewyższył moje oczekiwania, zostawił też po sobie oniryczny posmak, jak wyjątkowo nierealny, ale i bardzo przyjemny sen. Oby więcej tego typu występów podczas wszelkich urodzin miast, szanowni prezydenci i burmistrze…