12112213_919213844821494_8641335927969532978_n
komentarzy

Kołakowski:Wykpisz:Korelus + David Liebman – koncert w ramach XXIV Ars Cameralis

Dziesiątego listopada mury Akademii Muzycznej poruszyli czterej mężczyźni, którzy zgromadzili liczną publikę z okazji ich występu w ramach XXIV Festiwalu Ars Cameralis. Absolwenci Akademii Muzycznej im Karola Szymanowskiego w Katowicach: Mateusz Kołakowski (fortepian), Alan Wykpisz (bas), Bartłomiej Korelus (perkusja), wraz z legendą saksofonu Davidem Liebmanem, znanym ze współpracy między innymi z Johnem Scofieldem czy Milesem Davisem, przedstawili publice niemalże godzinną impresję na temat „Sześciu małych utworów na fortepian op. 19A. Schoenberga.

Rozpoczęli ostro, chaotycznie, prezentując jednocześnie precyzyjne unisona, nie szczędząc jednak pochwały dla hałasu, co podczas odegrania brawurowego utworu numer trzy spotkało się z ochoczym entuzjazmem publiki.

Kontrą dla chaosu był delikatny utwór drugi, będący niejako dialogiem pomiędzy Liebmanem a Kołakowskim, którzy po jakimś czasie wpuścili do swojego świata pozostałych dwóch panów. Szemrząca perkusja wytworzyła klimat podobny do tego, które tworzy odgłos morskich fal, wszystko spowite w bardzo wolnym tempie, delikatnie snuło się przez blisko dziesięć minut.
Jak już wspominałem – utwór trzeci był chyba najbliższy publice. Trudno się dziwić, bo wydawał się być po prostu najbardziej przyswajalny, za sprawą chwytliwej rytmiki, jaką narzucał Korelus oraz specyficznego jazzowego groove’u.

Numer czwarty rozpoczynał Wykpisz, dając energetyczny popis na kontrabasie. Piąty również należał do kontrabasu, w nieco zmienionej jednak formule, bo tym razem Alan uraczył widownie złowieszczą grą smyczkiem (wcześniej operując jedynie palcami). Wytworzyło to fantastyczny, mroczny nastrój, który w kolejnych minutach zespół podchwycił, łącząc utwór piąty z szóstym delikatnymi dźwiękami fortepianu.

12242337_1190094991006004_1292763885_n

Na bis panowie zagrali utwór przypominający nieco numer dwa, zamykając tym samym ten magiczny wieczór.

Warto wspomnieć na koniec o samej postaci Liebmana, bardzo niepozornej, utykającej, uśmiechającej się lekko, tworzącej swoją wysuniętą na pierwszy plan osobą, wrażenie człowieka rozdającego karty w tej, doskonałej zresztą, grze. Wspaniały występ wybitnych muzyków. Chylę czoła.