ibeyi-two
komentarzy

Ibeyi – Ibeyi [XL Records; 2015]

Siostry Diaz już na początku swojej profesjonalnej kariery osiągnęły to, co dla wielu bardziej doświadczonych muzyków stanowi poważne wyznanie. Ich pierwszy longplay, Ibeyi, jest bowiem mocno zakorzeniony w folklorze i duchowości; pełnymi garściami czerpie z tradycji przodków, nie nabierając przy tym posmaku zadęcia i egzaltacji. Na pierwszy plan wysuwa się tu ambitny trip-hop zakropiony melancholią, erotyką i świadomą zmysłową kobiecością – podniesionymi do potęgi drugiej.

Lisa-Kainde i Naomi, 20-letnie charyzmatyczne bliźniaczki, sprawnie splatają chwytliwe współczesne beaty z rytualnymi rytmami, jakie charakteryzują plemienne pieśni ludu Yoruba. Ci nigeryjscy niewolnicy zasiedlający Kubę na dobre zaszczepili rdzennie afrykański pierwiastek w lokalnej muzyce. Trudno ten egzotyczny składnik zdefiniować, ale słuchając Ibeyi, możemy poczuć go niemal organoleptycznie, językiem i opuszkami palców. Niczym jazzowy puls, oddziałuje zarówno na wyobraźnię, wywołując z niej sny o podróżach, jak i na ciało – rozbrzmiewa równie naturalnie, jak rytm tętna bądź oddechu. Także w kwestii tekstów Ibeyi stanowi afirmację życia per se, poruszając tak elementarne aspekty jak rodzina, śmiertelność czy uczucie łączące bliskich mimo odległości.

Organiczna regularność dobrze mi współgra z faktem, iż siostry Diaz są bliźniaczkami. Wydają się w związku z tym posiadać szósty, niedostępny dla innych zmysł, jeśli chodzi o wzajemne wokalne dopełnianie się. Potrafią brzmieć jak cztero – pięcioosobowy chórek (np. w outro Yanira), ale też tworzyć onieśmielająco intymną atmosferę (kontrastujący z Yanirą kolejny utwór, Singles). Wokale Lisy i Naomi w mistrzowski sposób kontynuują nurt rozpoczęty przez tak znaczące postaci jak Skye Edwards (vide Ghosts, uzupełnione wyrafinowaną partią klawiszy), Jill Scott, a także Bat for Lashes czy Bjork; podbite ambitną elektroniką, kojarzą się z FKA Twigs. Jednocześnie ich głosy, niczym mantra, hipnotyzują, gdy odrzeć je zupełnie z instrumentarium – jak w otwierającym album intro Eleggua. Kontakt z duchami nigeryjskich przodków zostaje nawiązany; Oya, Ghosts i River tętnią ezoteryką trudną do opisania słowami. Głosy bliźniaczek podtrzymują naturalny flow melodii. Splatają się w nić, która wyraziście odcina się na tle minimalistycznego rytmu i spaja konstrukcje pojedynczych piosenek w konsekwentną, przepełnioną emocjami całość.

Debiut sióstr Diaz posiada niesamowitą, magnetyczną moc. Trudno powiedzieć, zasługa to doskonałego porozumienia bliźniąt, przodków z Nigerii, ojca – perkusisty Buena Vista Social Club? Porzucam w tym miejscu próby znalezienia odpowiedzi. Wolę dać się ponieść ulotnej, płynnej magii emanującej z Ibeyi.