Horrors_of_1999_Cover_Art_2500x2500_1_uwfrxm
komentarzy

Ho99o9 – Horrors of 1999 EP [Family; 2015]

Nie ma lepszego momentu na zapoznanie się z muzyką Ho99o9 niż ten obecny – w końcu jeszcze niedawno Artur Rojek oficjalnie dopisał ich do lajnapowej listy tegorocznej edycji Off Festivalu, a niewiele ponad dwa tygodnie temu amerykańscy horrorcorowcy za całkowite darmo udostępnili do pobrania najnowszą epkę zatytułowaną Horrors of 1999. A czy płynie z tego coś więcej niż tylko odhaczenie kolejnego zespołu z listy „do zaznajomienia się” przed nadchodzącym wielkimi krokami festem? Owszem, płynie – wiele rzeczy, których z pewnością nie chcielibyście ujrzeć w ciągu fabularnym swojego marzenia sennego, a które w muzyce tego typu spisują się doskonale.

Zacznijmy od tego, że ta epka Ho99o9 (choć z nazwy kojarzy się z czymś mikrych rozmiarów) jest wyjątkowo krótka, kończy się szybciej niż jesteśmy w stanie się porządnie skupić na poszczególnych kompozycjach, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by wałkować ją kilka razy, a wręcz zachęca do tego całą masą fajnych rozwiązań w swojej formule. Muzycy z Ho99o9 specjalizują się w chwytaniu za niewygodne, a wręcz odrzucające tematy (czego wymaga od nich poniekąd horrorcore’owa reguła robienia muzyki), które potrafią przedstawić na wiele innych sposobów niż ten wywodzący się z hip-hopowej genezy. Jest tu sporo punkowego grania, które również swoim stylem kojarzy się z tematami ich utworów, w tym wypadku głównie tematem seksu i przemocy, a także obu tych zjawisk w połączeniu. Zaczyna się fenomenalnie punkowym No Regrets, które wokalnie skłania się gdzieś w kierunku starego i zapomnianego już Mannequin Neurose, a słuchacza od pierwszych sekund atakuje kakofonicznym przesterem – podobnie jest z końcem epki – żegna nas Savage Heads punkową perką i chwytliwym duo elektryk/bas, a także dużo mniej gardłowym i brutalnym, bezkształtnym wokalem. Ta typowo instrumentalna klamra spina solidny freakowy hip-hop, który już bardziej kojarzy się z ogólnymi tagami grupy – masa efektów na wokalu, powolne, „rozlewające się” jak rozgrzana magma tempo, smaczki pokroju wstawki z przemową Charlesa Mansona (Day of Vengeance), dziwaczne dźwięki rodem z najgorszego koszmaru – wszystko to sprawia, że na Death Grips zaczynam patrzeć jak na normalny skład hip-hopowy.

Czy te właśnie dziwactwa sprawiają, że Horrors of 1999 jest złą epką? Śmiało odpowiem, że wręcz przeciwnie! Króciutka formuła tego wydawnictwa nie tylko sprawiła, że nie poczułem przesytu zastosowanymi przez muzyków z Ho99o9 rozwiązaniami, ale też zmusiła mnie do pewnej refleksji. Horrors of 1999 dowodzi, że niewygodne tematy mogą mieć iście pociągające odzwierciedlenie w muzyce. A więc… czy warto je z góry przekreślać?