komentarzy

For a Minor Reflection – Höldum í átt að óreiðu

Druga w nocy, szczelnie okryty kocem ze słuchawkami podpiętymi do magicznego urządzenia pozwalającego przenosić się miedzy wymiarami. Powoli, z romantycznym namaszczeniem i szelestem przyprawiającym o ciarki na ciele, zrywam folię okalającą takie niby nic – plastikowe pudełeczko.

W środku czeka na mnie niespodzianka, najnowsza płyta zespołu For a Minor Reflection. Album raczkującego zespołu, który próbuje odnaleźć się w świecie post-rockowego grania. To już drugi krążek w dorobku czwórki z Reykjavíku, z którym wiązały się moje dalekosiężne nadzieje.

PLAY – lecę. Już po chwili przenoszę się w odległe zakamarki islandzkiej dziczy która skrywa jeszcze miliony tajemnic i niezdobytych terenów. Zaczynam od dość chaotycznego, ale nastrojowego Kastljós wprowadzającego mnie w świat czwórki młodych panów. Rytmiczna perkusja przecinana w tle histeryczną gitarę, pozwalając spacerować wyobraźni po terenach, które w rzeczywistym świecie są dla mnie nieosiągalne. Gdzieś słychać delikatne pianino, smyczki i śmiech dzieci – to już Fjara, ale chwileczkę (sekunda zastanowienia), czy ja już tego nie słyszałem, czy to nie jakiś Bside z nie zatytułowanego ( ) Sigur Rós?

Po chwili wpadam w singlowy Dansi Dans, który momentami przypomina radosne dokonania wyżej wymienionej ikony islandzkiego grania. Wszystko zaczyna nabierać rozpędu i rozmachu w chwili wybrzmienia Sjaumst i Virginiu –  moim zdaniem najlepszego utworu na płytce. Piękny i melodyjny wstęp z czasem ustępuje miejsca paradzie gitar i sekcji rytmicznej. Z zamkniętymi oczami można sobie wyobrazić, że właśnie w tym momencie zdobyliśmy najwyższy szczyt naszej podświadomości, by po kolejnych kilku chwilach w melodyjnym uniesieniu otworzyć oczy i stwierdzić, że coś powoli ściąga nas na ziemię, coś powoduje, że koc zaczyna mnie drażnić, a słuchawki zbytnio piją… Tak, ja to już słyszałem, gdzieś już taką podróż odbyłem.

Boleśnie dochodzę do wniosku, że płytę Höldum í átt að óreiðu, którą mam w rękach, można przesłuchać raz może dwa. Nie odkrywa nic innego poza tym, co już słyszałem czy widziałem oczyma wyobraźni. Czuję się jakbym słuchał składanki wydanej przez Sigur Rós i Explosions In the Sky, nie potrafię odnaleźć nic, co by mnie przy tym wydawnictwie zatrzymało.

Nutka rozczarowania – czy na litość boską nie da się w islandzkim post–rockowym świecie wymyślić nic nowego, nic ujmującego i zachwycającego, czegoś, co sprawi, że moja podróż będzie niezapomniana i warta powtórzenia ?

For a Minor Reflection to twór, który moim skromnym  i przekornym zdaniem warto jednak obserwować, bo kto wie, co się stanie, kiedy raczkujący chłopcy staną się mężczyznami.
Kim byłbym, gdybym nie dawał kolejnych szans?
Kim byłbym, gdybym nie chciał słuchać ich kolejnych wydawnictw?
Jestem przekorny bo mówiąc, że coś teraz jest beeeee, za trzy lata może być monumentalne.

Michał Loska