komentarzy

Fokus – Prewersje

Mentor polskiego hip-hopu? Człowiek legenda? Weteran? Karykatura samego siebie? Cwaniak szukający jak zarobić? Kim jest teraz Fokus? Po słabym albumie Alfa i Omega większość z ludzi słuchających hip-hopu w Polsce została kompletnie zdezorientowana. Człowiek, który kiedyś był jednym z lepszych emcee w Polsce, nagrał płytę, której mógłby się wstydzić każdy parający się tym zajęciem (a jeden dobry kawałek – Przetrwasz nie wiele był w stanie zmienić w ocenie tego tworu). Dlatego z małą wiarą lecz i z odrobiną ciekawości, przystąpiłem do przesłuchania jego najnowszego albumu Prewersje.

Najpierw rzuciła mi się w oczy okładka. Zastanowiłem się przez chwilę, czy aby od jakiegoś Rumuna na bazarze nie kupiłem tandetnej podróbki. Ktokolwiek ją zaprojektował, powinien być natychmiast rozstrzelany, a następnie na wszelki wypadek dekapitowany, by już się nie móc odrodzić i już nigdy nie móc zrobić komukolwiek takiej krzywdy, jaką zrobił Fokusowi. Lepiej by ta płyta wyglądała, gdyby została zapakowana w szary papier.

Po przeżyciu traumy związanej z okładką, myślałem że już nic gorszego wydarzyć się nie może i odpaliłem pierwszy kawałek. Lubisz to z refrenem Lubisz to suko… był niczym powrót do starych czasów gdy miałem 15 lat i jarała mnie twórczość „króla krakowskiego hip- hopu” zwanego Karambą. Ani bity ani tekst… nie są warte tego, by cokolwiek o nich napisać. Moje załamanie rąk, było tak wielkie, że uderzyły o podłogę.

Moim błędem, muszę przyznać, było to, że odtwarzanie miałem nastawione na shuffle, bo następne utwory, które mnie zaatakowały to: Cikiciki z tekstem „Powiedz to tak jakbyś się chciała jebać. Wiem, że to siedzi w Tobie i tego Ci trzeba”, Cytryny z refrenem wyśpiewanym przez Losza Vera (człowiek, który jest propagowany przez nikomu nie znaną stację radiową – RMF FM). Zaprawdę, powiadam Wam, straszne tracki!

Kiedy już myślałem, że z desperacji wydrapie sobie uszy, a następnie zacznę się zastanawiać czy nie popełnić samobójstwa (byłaby to jedyna droga, by o tej tragedii zapomnieć), usłyszałem coś co było niczym wybawienie… ciąg normalnych utworów. Takich, które nie opowiadają o tym jakim to Fokus jest v.i.p’em, cwaniakiem i jak to jest w stanie zarwać każdą dupę. Po Nie da się, Snach czy Definicji wreszcie przypomniałem sobie, że to jest album człowieka, który kiedyś był członkiem składów takich jak Paktofonika czy Pijani Powietrzem. Zwłaszcza Nie da się, daje radę.

Bity, bity, bity… i tu jest olbrzymia poprawa w stosunku do wcześniejszego albumu (choć gorzej chyba być nie mogło). Nie ma się zresztą co dziwić, gdyż Fokusowi pomogli Whitehouse, The Returners, a nawet O.S.T.R. Wszystkie są raczej oldschoolowe z lekką nutą elektroniki, całość nie przepakowana samplamim, ale to właśnie zdaje się pasować do charakteru Fokusa. Pod tym względem, na szczęście, w niewielkim stopni jest się do czego przyczepić.

Po przeanalizowaniu płyty i dłuższym zastanowieniu… wiem, że nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie zadane na początku. Dlaczego? Ze względu na dwa powody. Po pierwsze, ta płyta pod względem tekstowym należy do niesamowicie nierównych. Są chwile, gdy zastanawiam się czy Fokus ma intelektualnie 16 czy 31 lat. A są i takie, gdzie myślę, że rapuje na tyle dobrze, iż może utrzymywać się nadal w czołówce emcee w Polsce. A po drugie, gdyż mimo wszystko szanuję go i nie potrafię przestać. To, co kiedyś tworzył, towarzyszyło mi w momentach moich młodzieńczych porażek i sukcesów, niejednokrotnie napędzało i dawało kopa. Więc to tak, jakbym miał najlepszego kumpla, który był zawsze przy mnie, a ja miałbym go olać, bo się trochę sprzedał? Mam świadomość, że moja naiwność w tym momencie może być wykorzystywana, ale mogę mu zaufać, bo jeszcze nie pora by z tego rezygnować. Nadzieja jest, że Wojciech Alszer w końcu powróci na scenę z tarczą, a nie na niej…

Grzegorz Paluchowski