1889003_362815473858666_874771626_o
komentarzy

Filip Szyszkowski – Mother of Ants (Unquiet Records; 2014)

Nie dający się scharakteryzować głębiej aniżeli powierzchownie, nurt jakim jest ambient, wykreśla większość pozycji z tego gatunku w wielu poczytnych magazynach/zinach internetowych/audycjach radiowych. Tym większą przyjemność sprawia mi pisanie o takiej muzyce, bo to wymaga wielogodzinnego trawienia. Przejdźmy do zapoznania was (choćby powierzchowne) z tym co pan Szyszkowski ma do przekazania. A ma trochę.

Materiał ma tyle progów ile jesteśmy w stanie policzyć, doszukać się/odnaleźć. Wielopłaszczyznowość to jedna z ewidentnych cech materiału. Utwory są przetwarzane karkołomnie, tylko po to, abyśmy mogli po piętnastym odtworzeniu kawałka nagle dojrzeć smaczek. Nazwałbym to wirtuozerią opowiadania o ciszy. Lepiej ująć tego nie potrafię, dlatego też uznajmy, że nie nazwałem tego wcale.

Po pierwszym przesłuchaniu album otumania. Wychodzimy z albumu niczym z kina, w którym tkwiliśmy, oglądając niemy film z gasnącym i rozpalającym się na powrót obrazem.

Materiał jest miękki, oblekający mózg leniwie, momentami odurzający, wprowadzający do wszystkich jam w ciele coś ciepłego. Coś co zastyga i rozrywa ze stoickim spokojem. Niebezpieczeństwo polega na tym, że po jakimś czasie utwory przestają posiadać przerwy, i zamieniają się w jedną, płynną masę.Muzyka do projekcji pod powiekami między czwartą a piątą nad ranem.

A dla zainteresowanych dodam, że album jest już w sieci za darmo do pobrania tak jak i najnowsza EPka pt „Branches”. Również do pobrania – choćby na profilu artysty na fb.

A na moim blogu rozszerzona wersja tej recenzji. http://bartlomiejmichalgorecki.blogspot.com