cover
komentarzy

Eyes Behind the Veil – Besides (self-released; 2015)

Co wyróżnia Eyes Behind the Veil na tle gromady postaci zwieszających smutno głowy pod bramą zbudowaną z duszności, rozmytych horyzontów, mglistych pasaży i głuchego echa? Specifika cieplna drodzy państwo, bo siedząc przy otwartym oknie, w zapętlonych plumkaniach debiutu Eyes Behind the Veil, można wpaść w stan nieoczekiwany, mając do dyspozycji zaledwie słuchawki i ciemny pokój.

Na początku popłynąłem myślą do pani Eskimeaux, która kilka ładnych lat temu (jakieś cztery z hakiem) uraczyła mnie przecudowną EP I Am a Spiral (o niej wkrótce zawiśnie osobny artykuł). Były też echa smutnej pani z Tropic of Cancer oraz wesołych działań ekipy z Have a Nice Life.

Jest w Eyes jednak jakiś specyficzny duch, jakieś echa piwniczne w tych kompozycjach, które zaciekawiają kształtami jarzącymi się w ciemnościach, którym towarzyszy specyficzny zapach stęchlizny. Do pełni szczęścia brakuje mi zaledwie analogowych trzasków płyty winylowej – no ale nie można mieć wszystkiego.

Debiut Eyes… to prawie trzydzieści minut głuchych wzlotów, w których wszystkie kompozycje zlewają się w jedno, a czas zdaje się nie ruszać z miejsca. Polecam – do pobrania za darmo na badcampie.