komentarzy

Evidence – I Don’t Need Love

Wykorzystywanie utworów The Beatles nie jest w hip-hopie niczym nowym. Twórczością ikon popkultury lat sześćdziesiątych inspirowali się Heltah Skeltah czy Jay-Z, a sampli z piosenek Beatlesów użytych w różnych numerach jest tak ogromna ilość, że nie sposób ich wszystkich wymienić, przypomnę zatem o kilku niezłych jak The Sounds of Science Beastie Boys, Psycho of Greed Public Enemy i Push It Along A Tribe Called Quest. Teraz po The Beatles sięgnął Mr. Slow Flow. Jako miłośniczka wszystkiego, co do tej pory dokonał, czy to w Dilated Peoples czy solo, odczuwam spore rozczarowanie i po raz pierwszy nie bardzo mam ochotę wracać do materiału od EVego.

 

I Don’t Need Love to 9 numerów (plus 1 hidden track), których produkcja należy do niejakiego Twiz The Beats Pro. Fragmenty wywiadów z liverpoolczykami, sample wokalne, covery i inne tricki może i są przykładem dobrze wykonanego mash-upu, nie mniej jednak ta produkcja mnienie zachwyca. Mój problem z tą EPką polega na tym, że produkcja oparta o twórczość tak wyrazistych artystów, jakimi byli Beatlesi przytłacza hiphopową próbą stworzenia czegoś oryginalnego na poziomie konstrukcji bitu. W efekcie warstwa muzyczna nie jest dostatecznie dobra, by EV mógł godnie zaprezentować na niej swe umiejętności.

Przyznam, że należę do tych osób, które z niecierpliwością czekają na longplay Cats & Dogs, zapowiadany swoją drogą już na maj 2010 (EV wciąż nie podaje oficjalnej daty, wiadomo tylko, że płyta ukaże się w tym roku). Ucieszyło mnie więc to, że mogę w międzyczasie posłuchać, w jakiej formie jest The Weatherman  (oddając mu sprawiedliwość – w dobrej), jednak na takich bitach nie zachwyca. Spośród tekstów Evidence wyłania się jako chwalący życie według własnych oczekiwań, a momentami jako snujący dziwne opowieści upalony mcee.

 

Jedyny numer, który tak naprawdę mi się podoba to Frame of Mind – z samplem z utworu Come Together napisanego przez J. Lennona. Na pewno też to on najmocniej kontrastuje ze słabym Think'n Bout Thinking z gościnnym udziałem Fashawna. Jakkolwiek panowie dają w nim radę, to cały numer zostaje przytłoczony przez zapętlony chóralny śpiew. Nie robi też na mnie wrażenia siódmy track Egg Men i Evidence w duecie z The Alchemist jako StepBrothers – ilość weed przesadzona…

 

Z gości pojawia się jeszcze Rakka i Oh No, z których ten drugi w niezłym stylu odwdzięcza się EVemu za dobrą zwrotkę na płycie Gutter Water (Gangrene). Jest jeszcze ukryty track, a w nim kilka zabawnych wersów od Dirt Nasty’ego.

 

Rozczarowana całością, pocieszam się tym, że to w końcu tylko EPka, a dodatkowo prezent dla fanów z okazji 34. urodzin EVego. Humor poprawiają mi też trzy z czterech alternatywnych wersji okładki, mam ponadto nadzieję, że Rhymesayers Ent. wypuści Cats & Dogs wczesną wiosną.

 

Joanna Plata