komentarzy

Die! Die! Die! – Form

Na swoim trzecim albumie Nowozelandczycy z Die! Die! Die! brzmią podobno zupełnie inaczej niż na dwóch poprzednich. Nie wiem jak brzmieli wcześniej, ale wydaje się, że wybrali dobrą drogę.

Trio z antypodów serwuje nam porcję hałaśliwego punk rocka podlanego gęstym shoegaze’owym sosem i wzbogaconego o nostalgiczne tony. Z morza zlewających się ze sobą dźwięków okazyjnie wypływa jakaś linia basu czy gitarowa ściana dźwięku, rzadziej wokal czy perkusja. W większości przypadków jednak całość brzmi dosyć monolitycznie i bardzo garażowo zarazem.

Jeśli jednak zmusimy się do większej koncentracji i przebrniemy przez stuprocentowo punkową produkcję, to usłyszymy, że Andrew Wilson buńczucznie wykrzykując swoje buntownicze hasła, wokal ubogaca ustawioną wysoko, sentymentalną gitarą, a poszczególne utwory mają niezłe melodie, fajne solówki, a czasami nawet math-rockową rytmikę.

Grupa mimo krótkiego stażu (powstali 2003 roku) ma na swoim koncie trasy z takimi kapelami, jak Slint, Wire, Pixies czy The Blood Brothers. Na Form słychać wpływy wszystkich tych zespołów. Od okazyjnych skrętów w stronę post-rocka po post-punkową surowość brzmienia i kompozycyjne patenty Pixies.

Gdzieś tam pobrzmiewają jeszcze echa wschodnio-europejskiego punk rocka lat 80. Ale to może być czysto przypadkowe skojarzenie, bo nie podejrzewam, by płyty Tiltu czy Moskwy trafiły kiedyś do Nowej Zelandii.

Die! Die! Die! intensywnie koncertują i w ramach promocji najnowszego albumu przyjadą także do Polski, gdzie zobaczyć ich będzie można w roli supportu No Age. Biorąc pod uwagę ilość koncertów, które grają można spodziewać się solidnej dawki wpatrzonego w buty noise’u.

hntr