20110702_cafe_crystalfighters_mr-63_1
komentarzy

Crystal Fighters (Gdańsk, B90 24.10.2014)

Popularność Crystal Fighters w Polsce rośnie w niewyobrażalnym tempie. I choć odwiedzają nasz kraj średnio dwa razy do roku, bilety na wszystkie gigy tej zwariowanej grupy są zawsze wyprzedane co do ostatniego biletu. Nie inaczej było tym razem, kiedy to zespół odwiedził swoich fanów znad morza. Był to mój trzeci koncert Crystal Fighters i na długo przed koncertem zastanawiałam się, czy grupa ta wciąż jest w stanie mnie czymś zaskoczyć. Na szczęście moje obawy okazały się niesłuszne, bowiem Crystal Fighters rokrocznie odkrywa we mnie te resztki energii szczelnie schowane pod warstwą ponurej pogody i jesiennej chandry.

Moja lista obaw była długa. Począwszy od braku nowego materiału ze strony grupy, kończąc na ostatnich, przykrych doświadczeniach zespołu – czyli śmierci perkusisty Andrei Marongiu. Rzeczywiście, grupa była nieco bardziej nostalgiczna niż dotychczas. Nie było, tak bardzo charakterystycznego dla CF, szaleństwa na scenie. Było za to bardzo profesjonalnie i bezpretensjonalnie. Zespół przygotował bowiem setlistę obfitą w zarówno największe hity, jak i te mniej znane kawałki.

Po drobnym opóźnieniu na scenie zaczęło wybrzmiewać „Solar System”. To swoiste intro przygotowało ciasno zapełniony klub na to, że czeka ich wyczerpujący do cna seans. Usłyszeliśmy „Follow”, „LA Calling”, a w końcu i „Separator”, zaaranżowane w odmienny, bardziej klubowy sposób. Po tej morderczej przeprawie grupa postanowiła dać chwilę wytchnienia przy „Love Is All I Got, które miało piękną oprawę wizualną dopełnioną efektami świetlnymi. Po melancholijnym zakończeniu w postaci kawałka „At Home”, widzowie byli przekonani, że żaden porządny popis CF nie może obejść bez prawdziwego koncertowego killera , czyli „I Love London”. I słusznie, bowiem kawałek ten wraz z przejmującym „Xtatic Truth” budują iście szaleńcze zakończenie ich dokonań na scenie.

Pomimo ostatnich, ciężkich doświadczeń Crystal Fighters zagrali bardzo profesjonalny, szczery koncert. Ilekroć pojawiam się na ich występach, nie jestem w stanie odejść obojętnie wobec tych urokliwych wojowników.