Cool+Kids+Of+Death+session
komentarzy

Cool Kids of Death

Muzycy z Cool Kids of Death w wywiadzie tylko dla magnetoffonu. O zagranicznych wojażach i wspólnym projekcie z Hellow Dog.

Jesteście łódzkim zespołem. Jak to jest z tą Łodzią? To miasto Was w jakiś sposób inspiruje? Który klimat Wam bardziej odpowiada – ten młody, awangardowy, czy ten fabryczny, brudny?

Kuba Wandachowicz: Brudnej Łodzi nie lubimy, bo brudna Łódź jest brudna i brzydka. Mnie najbardziej inspiruje Manufaktura, Galeria Łódzka, okolice M1 i Hotel Syrena.

Marcin Kowalski: Ja jestem bardziej zakorzeniony w tej starej Łodzi, w tej nowej trochę się pogubiłem. Mniej uczestniczę w życiu knajpowo-publicznym. Wykorzystuję czas bardziej twórczo i wolę to, niż obijanie się po knajpach.

Krzysztof Ostrowski: Klimat Łodzi aktualnie jest zimowo-przejściowy. W ogóle mnie nie inspiruje. Ja osobiście uważam, że Łódź zdechła parę lat temu, nastał straszny syf.

Łukasz Klaus: Wszystko ma swoje plusy i minusy. Stara Łódź ma swoje plusy i minusy, tak samo nowa. Łódź motywuje do pewnych rzeczy, te realia życia tutaj, otoczenie, to wszystko też prowokuje. Łódź jest inna muzycznie. Chyba dlatego jest tyle ciekawych zespołów.

Kamil Łazikowski: Ja takiego podziału nie widzę, widzę ciągle brudną Łódź. Naprawdę nie widzę tej różnicy.

Jak jesteście przyjmowani za granicą i który występ najlepiej wspominacie?

Jakub Wandachowicz: To zależy. Jeśli gramy jako support jakiejś zagranicznej gwiazdy, to jesteśmy przyjmowani dobrze, a jak graliśmy koncert polonijny w Berlinie, to ludzi było zdecydowanie mniej i było raczej drętwo. W Tel Avivie było super, wyjazd był bardzo fajny. Publiczność przyjęła nas bardzo dobrze, mimo, że przyszli raczej na Dj’a Juana Macleana. Na drugi dzień grał tam Myslovitz. To był bardzo fajny koncert.

Marcin Kowalski: Bardzo lubimy grać poza Polską. Najfajniejszy koncert to był chyba z The Stooges, ale to ze względu na sam zespół. Graliśmy w takim wielkim amfiteatrze, zaprosił nas tam Iggy Pop.

Krzysztof Ostrowski: Za granicą wzbudzamy raczej mało sensacji. Najbardziej lubię grać w Krakowie.

Łukasz Klaus: Nie mam jakiegoś takiego jednego wyjątkowego, ale to były fajne występy.

Kamil Łazikowski: Wyjazd do Tel Avivu był ciekawy, może nie ze względu na koncert, ale na sam wyjazd i palmy w środku zimy. Wiadomo, słynny koncert z Iggym Popem w Londynie, jeden z tych momentów, który dużo nas nauczył i którego nigdy nie zapomnimy, wspaniały wyjazd i duże osiągnięcie. Koncert na Open’erze, pod dachem, to jeden z pierwszych koncertów w Polsce, który zrobił na nas ogromne wrażenie.

Nagraliście piosenkę z zespołem Hellow Dog. Jak się z nimi współpracowało? Może zaczęrpnęliście jakieś inspiracje do zmiany stylu muzycznego? Myśleliście o tym, żeby nagrać z innymi zespołami materiał na nową płytę?

Jakub Wandachowicz: Na razie nie mamy planów, żeby z kimś współpracować, ale może w trakcie robienia tej płyty stwierdzimy, że jakiś kawałek nadaje się do zrobienia z kimś spoza zespołu. Nie wykluczamy tego, bo lubimy współpracę z innymi wykonawcami. Jeśli chodzi o nową płytę, to mamy już jakieś pierwsze melodie, powiedzmy, że jest to trochę przybliżone do tego, co nagraliśmy z Hellow Dog. Zmiany stylu muzycznego nie przewidujemy, aczkolwiek płyta będzie chyba bardziej melodyjna i znajdzie się na niej więcej dziwnych instrumentów. Teraz mamy trochę mniej czasu, bo ja mam dziecko, Krzysiek ma dziecko i to wpływa na naszą pracę, ale jeśli weźmiemy się do roboty, to może wydamy płytę w 2011 roku.

Marcin Kowalski: Ostatnio był taki okres, że zajmowaliśmy się innymi rzeczami niż komponowaniem piosenek na płytę. Między innymi wspólne nagrania właśnie z zespołem Hellow Dog, robiliśmy covery, nagraliśmy też piosenkę do filmu. Robiliśmy też kawałek z Supra 1. To był okres, w którym się troszkę rozproszyliśmy. Teraz wracamy znowu do pracy. Jeśli chodzi o Hellow Dog, to bardzo dobry zespół.

Łukasz Klaus: Jesteśmy otwarci na propozycje, chociaż praca w taki sposób raczej nie ma sensu. Niewykluczone, że jakieś takie akcje będą się pojawiać. Chodzi o to, żeby w ogóle coś ze sobą robić, rozwijać się. Ta akcja właśnie coś wniosła – im to pewnie trochę więcej dało niż nam. Jesteśmy otwarci na muzykę i to później przekłada się na nasze działania.

Kamil Łazikowski: Praca z HD była bardzo fajna. Wniosła troszeczkę oddechu do zespołu. Ja osobiście traktuję to jako taki przerywnik i raczej nie wiązałbym przyszłości ze współpracą z innymi zespołami. Jeśli pomysł jest fajny, to trzeba otworzyć się na rozwijanie tego pomysłu.

Mieliście do tej pory jakieś przykre sytuacje związane z fankami? Może coś zabawnego?

Kuba Wandachowicz: Może przykre jest to, że nie mamy żadnych zabawnych sytuacji?

Marcin Kowalski: Zdarzało się. Kiedyś jakieś laski przyszły do mnie pod okno z transparentem i z gitarą. Udawałem, że mnie nie ma w domu. :)

Krzysztof Ostrowski: Ja mam dwie fanki: moją żonę i moją córkę.

Kamil Łazikowski: Osobiście nie miałem żadnych przykrych sytuacji. Łukasz Klaus: Stosunkowo jestem najkrócej w tym zespole, drugi rok, i w zasadzie i nie przypominam sobie nic takiego.

Co robicie poza Cool Kids Of Death?

Jakub Wandachowicz: Ostatnio, trochę przypadkiem, zostałem DJ’em. Nie traktuję tego zbyt poważnie, ale sprawia mi to wiele przyjemności. Jeśli chodzi o inne plany muzyczne, to przede wszystkim nagrałem świetną płytę z zespołem TRYP, która, mam nadzieję, zostanie wydana w połowie tego roku. Poza tym w Węgorzewie odbędzie się koncert ku czci Joy Division, gdzie będę grał i śpiewał wspólnie z zespołem stworzonym specjalnie na tę okolicznośc. Powstało też sporo nowych piosenek zespołu NOT i myślę, że są one naprawdę niezłe.

Marcin Kowalski: No tak, teraz robimy nową płytę z NOTem. Poza tym nagrywam piosenki z Patrysią, zobaczymy co z tego wyjdzie. Ostatnio zajmowalem się też produkcją płyty łódzkiego artysty – Pawła
Maciaka, fotografa i amatora piosenkarza. Zacząłem się także interesować fizyką kwantową, ale raczej hobbystycznie. Dużo filmów oglądam.

Krzysztof Ostrowski: Z zawodu jestem twórcą komiksów. Poza tym zajmuję się rodziną.

Kamil Łazikowski: Poza zespołem zajmuję się nadal muzyką i jej produkcją, remixami oraz tak zwaną dj’ką, interesuję się też sound designem i udźwiękowieniem filmów. Okazjonalnie pomagam w produkcji innym zespołom i takich rzeczy bedę chciał robić więcej. Miłym urozmaiceniem jest też granie w zespole Procesor Plus Band, który niedługo być może nagra pierwszą EPkę. Ciagle też robię swoje autorskie, bardziej elektroniczne produkcje, ale narazie wyłącznie do szuflady.

Łukasz Klaus: Ja żyję z muzyki. Mamy NOT z chłopakami, mam też taki projekt zupełnie elektroniczny – Cliks. Taka taneczna rzecz, w konwencji dj’skiej, ale robimy to na żywo.

Rozmawiała Dominika Czapska