12088115_10153575817031900_7765794523681800673_n
komentarzy

Closterkeller – reScarlet (Universal; 2015)

Pojęcie remaster to nieraz zabicie pierwotnego ducha, zamysłu, ekspresji artystycznej. Odpalając reScarlet bałem się potwornie, że również Closterkellera dopadnie kara boska, za ruszanie swoich dobrze zrealizowanych dzieł. Z racji, że sama Scarlet jest znakomicie znana większości, ograniczę się tylko do zwrócenia uwagi na fakt, że rzeczywiście materiał poddany jest jakiejś tam obróbce, podbijającej nieco brzmienie taśmy matki z 1995. Fajnie widać podbicie basu we wstępie do Dlaczego Noszę Broń. Nie wiem, czy w pierwotnej taśmie matce były przeszkadzajki na tyłach (coś na zasadzie głosów dzieci), bo jeśli tak, to w remasterze zostały delikatnie wypchnięte do przodu – i brzmi to fajnie.
Za remaster odpowiada Mariusz Kumala (wszystko więc zostaję, że tak to ujmę – w rodzinie), podobnie zresztą jak w wypadku opracowania graficznego, które jednak przemilczę.
Boli mnie, że po doskonałych oprawach graficznych do Aurum i Bordeaux, podczas powrotu do KLASYKA, zespół oszczędza na tak znamiennej rzeczy jak okładka, poddaje ją fatalnemu zgrafizowaniu filtrem (albo trzema – dla czepialskich), dodatkowo uderzając fotoszopowym fontem rodem z hieroglifów egipskich. Nie, przepraszam, ale nie.
… ale to tylko opakowanie. A co mamy wewnątrz? Zestaw niefortunnie zakomponowanych zdjęć z koncertu, którego rejestracja audio znajduje się na drugiej płycie. Tutaj przyznaje bez bicia, że same kompakty zawierają już naprawdę zgrabną grafikę. Dlaczego je udało się zrobić porządnie, a frontu okładki już nie?

Przejdźmy do samej płyty live, bo o to nią się wszak głównie rozchodzi. Brzmienie – czyste i klarowne, pełne pogłosów na wokalu. W każdej partii instrumentu zachowano pierwotnego ducha kompozycji, ale przy tym można również odnaleźć charakter muzyka, który materiał odgrywa. Warto tutaj wspomnieć, że ze składu, który nagrał Scarlet na płycie pojawia się jeno Anja Orthodox oraz klawiszowiec – Michał Rollinger.

California okazała się niemałym zaskoczeniem, bo w zderzeniu z fatalną wersją z Koncertu 97, wersja Anno Domini 2015 jest wręcz miażdżąca i bijąca na łeb na szyję nawet wersję studyjną (czego nie doświadczyłem przy otwieraczu reScarlet Live jakim był oczywiście Dlaczego Noszę Broń).
Podobne wrażenie odniosłem przy okazji Tak Się Boję Bólu, któremu towarzyszy zagadywanie Anji. W następnym utworze napotykamy dwoje gości – Patrycję Grabarczyk na chórkach oraz Jahiara Irani udzielającego się wokalnie (oraz instrumentalnie). Wrażenie? Plemienne, rodem z płyty Violet, naznaczonej orientalizmami. Przedziwne wrażenie, zwłaszcza, gdy wchodzi partia wokalna Jahiara, acz całościowo eksperyment uznaję za interesujący.
Wrażenie zanika podczas iście piekielnego wykonania Śniło, które brzmieniowo wyrwało śledzione podczas pierwszego wejścia. Popisać się mógł także Mariusz, dający pod koniec ciekawą solówkę. Podobnie pod względem ciężaru ma się Tak Się Rodzi Nienawiść – mój osobisty faworyt z płyty. Zabawne jak wiele wykonań można porównać z Koncert 97 – aż pięc utworów wszak znalazło się na niej z płyty Scarlet. Na każdym kroku wersja z 2015 bije tamtejszą, także moi drodzy – ukłony.

Phantom, czyli (jak wspomina Anja) – historia o Sukkubie – jest ciekawy pod względem ekspresji wokalnej obu pań (znów pojawia się Patrycja). Utwór zdaje się być delikatnie przyspieszony – co nadaje mu charakter rodem z wczesnych dokonań Acid Drinkers. Skoro już wywołałem wilka z lasu – rozpoczynający Temple of Time jazgot elektroniczny zapowiada nadchodzącą rzeźnię – tym razem wyłącznie z Anją na wokalu.

Po To Właśnie (Norwid) wprowadza kilka błędów w książeczce, oraz coś, czego do tej pory nie zauważyłem na wersji studyjnej: Anja śpiewa w refrenie: CZY WIESZ, Że jesteś po to właśnie. Do dziś rozszyfrowywałem to jako: cios, wiąż. Głuchota nie boli jak widać tak bardzo.

Dla Jej Siostry wraz z A Ona, Ona to gotyckie hymny, których zepsucie mogłoby pozostawić skazę niewybaczalną – tak się jednak nie stało, i zespół wybrnął cholernie dobrze i przy tym patetycznie (w dobrym tego słowa znaczeniu), dynamiką uderzając w najgłębsze punkty Bordeaux (ostatnie cztery numery na płycie). Majestatyczne.

Jako fan bonusowej kompozycji ze Scarlet, muszę pozostawić słowo dla Mogę Tylko Patrzeć, która brzmi fantastycznie („chuchanka!”) i porusza za każdym razem warstwą tekstową i rewelacyjnie nośnym refrenem.

Dwudziestolecie płyty Scarlet przyjdzie mi jeszcze świętować osobiście, podczas koncertu w Katowicach, gdzie na własne uszy przekonam się o sile Scarlet (oraz Purple – po więcej informacji zapraszam na fb zespołu).