Cover
komentarzy

Christian Death – The Root Of All Evilution (SEASON OF MIST; 2015)

Muzyka zawarta na albumie The Root Of All Evilution nie powinna zaskoczyć tych, którzy śledzą dokonania Christian Death, na przestrzeni ostatnich lat. Na pewno zauważalne jest odchodzenie od dawnej stylistyki – i o tym może dwa słowa na początek. Począwszy od bardzo eklektycznego, bardzo ciężko przyswajalnego Pornograpic Messiah, po skierowanie się w bardziej rockowe rejony American Inquistion. Root niejako kontynuuje drogę zespołu, ale dopieszcza to co znane nowymi smaczkami. Co prawda w pewnych kwestiach pozostają nadal w zeszłym dziesięcioleciu (paskudna okładka, gotyckie echa, mastering co utknął między 1998 a 2005), jednakże starają się by całość była względnie przyswajalnie podana.
Na wokalach damskich osiada tutaj Maitri, która mówiąc krótko – wykonuje całkiem niezłą robotę, ale do Gitane Demone jej daleko. Przyznaje, że Fema Coffins brzmi tak, jakby ową Gitane wyciągnięto z tytułowej trumienki (celowy zabieg czy moje zboczenie człowieka osłuchanego w genialnym Star of Trash tejże?)

 Tar Black Liquid jest wspaniałym przykładem inkantacji w wolnym tempie. Jest w tym wszystkim dużo rockowego żaru utrzymanego w klimatach lat dziewięćdziesiątych, i nie można powiedzieć, że jest to jakiś zarzut dla Christian Death. Szyją już wiele lat to swoje poletko i nie zamierzają chyba przestać, mimo śmierci twarzy zespołu – Rozza Williamsa.

Forgiven także roztacza wiedzmowatą aurę (klawisz w tle), za to Penitence Forevermore za sprawą wokaliz Valora brzmi jak Love Like Blood (czy ktoś jeszcze ich pamięta?).

Materiał cechuje naprawde konkretna melodyjność i piosenkowa struktura utworów, która mimo złowieszczej atmosfery, na pewno nie jednemu wprawi nóżkę w ruch. Interesujący album, niezaprzeczalnie.