сканирование0001
komentarzy

Black Sun Productions od podszewki cz.7 (Porno Teo Kollosal)

Dziś, w kolejnej części snucia opowieści o dzieciach (bądź też, jak niektórzy im zarzucają: nieudolnych plagiatorach/samozwańczych kontynuatorach misterium, które tworzył wujek Sleazy z ekipą) Coil, zapoznam was z ich oficjalnym wydawnictwem live.

Ciekawostką jest to, że muzycy wypuścili zaledwie wersję audio Porno Teo Kollosal, podczas gdy cały koncert nagrany kamerą przemysłową znajduje się (w stosunkowo niezłej jakości), na youtube oraz vimeo zespołu. Link do tego przedstawienia/misterium podaję na końcu.

Utwory ściągniętę są w jedną całość, nie posiadają przerw między sobą. Jakość nagrania nie cechuje się sterylnym charakterem regularnych płyt. Sporo rzeczy jest odegranych z taśmy bądź wymieszanych. Przykładowo sample z wczesnego okresu działąlności pojawiają się w utworze z roku ubiegłego (2008). Kolejną niespodzianką jaką serwują panowie, to improwizowanie z nowymi środkami wyrazu, wokalami, samplami (w ilości przekraczającej nieraz rzeczywiste zapotrzebowanie).

Cieszy sięganie po rzeczy bardzo nieoczywiste, jak na przykład Menschenskind czy Can’t Help a Dead Man (o którym pisałem w poprzednim felietonie). Trzeba jednak zauważyć, że utwór ten tylko połowicznie wierny oryginałowi. Najprościej rzecz ujmując ta płyta jest kontrolowanym chaosem, który jednak w wersji pozbawionej obrazu (czyli takiej, jaka oficjalnie istnieje w dystrybucji) sporo traci.

Występy zarówno Coil jak i Black Sun Productions to działania performatywne oraz wizualizacje i scenografia. Nie ujmuję tutaj wartości muzyce, bo ta jest najważniejsza oczywiście.
Sama w sobie, w postaci jaką założyli sobie panowie, momentami jest niestety męcząca niedbałą rejestrację dźwięku.
Biję po uszach pisk ściągnięty żywcem z widowni, momentami zaś niektóre partie są za cicho (melodeklamacje Massimo). Samo brzmienie oklasków i reakcji publiki brzmi lepiej od całości, która straszy potwornymi wychyleniami dźwięku.

Jest to póki co jedyne wydawnictwo live. Październik przynosi nam nową płytę zespołu – może wtedy doczekamy się czegoś lepszego.