IMG_7698ggggg
komentarzy

Black Sun Productions od podszewki cz.4

Będąc w pełni świadom zbrodni jaką popełniłem, a która zwie się za-nie-przestrzeganie-terminów-wypuszczania-nowych-tekstów-grozi-pętla-dwunastogodzinna-z-friday-rebekiblek – pokornie zginam kark i przystępuję do prezentacji jednej z ciekawszych pozycji w dyskografii obywateli z BSP. Kusiło przez moment, by napisać „chłopaków” – byłaby to jednak obraza dla 45latków. Nie przedłużając więcej – ruszam.

The Milky Intro jako wprowadzenie do płyty właściwej spełnia swą rolę w 90%. Cechuje kompozycje bardzo nienachalny, rytmiczny sampel, któemu wturują pojedyncze dźwięki generowane przez syntezator.

Baptistina, która jest jego następczynią kontynuuje podjętą drogę, rozwijając się z każdą sekundą. Utwór ten kojarzy mi się w peweien sposób z kompozycjami z Astral Walk – i tu odpieram zarzut, jakoby płyty nie były do siebie podobne. Mówię o klimacie, który przy zamkniętych oczach wyświetla nam obrazy sugerujące cel, który od początku kierował duetem M+P. Rytuał, konspiracyjne wydarzenie pełne odniesień kulturowych. chaotyczne prowadzenie za rękę przez bardzo zawiły, wielowarstwowy i arcyciekawy labirynt pomysłów – oto Baptistina.

Motywy plemienno-rytualne kontynuuje (idąc jednak pod koniec w bardziej kosmiczną stronę) utwór tytułowy. Kolejna pozycja wg tracklisty to Black Lollipop, który wg adnotacji w digipacku, jest scalonym remiksem dwóch kompozycji z Chemism. W istocie elementy Dies Juvenalis i Das Gegenteil znajdują swoje miejsce w tej bardzo rozbudowanej kompozycji. Pojawia się tutaj także niejaki PSBEUYS, którego możemy odnaleźć w sieci pod nazwiskiem Andrew Zealleya, artysty, performera i producenta. Odważne działanie jakiego się podjął, wymazało z cech powyższych utworów ten specyficzny klimat, wypuszczając ze swoich rąk utwór z mocnymi naleciałościami techno.

Porno Theologic Complex przynosi powiew soundtrackowych brzmień, które za gatunek przewodni wybrały ambient z elementami dark, oraz motoryczne i nużące powtarzanie tego samego motywu.

Fajny, kroczący rytm przynosi The Milk of the Stars, który kieruje nas znowu w bardziej astralne rejony, po czym niemiłosiernie przez siedem minut tonie w odmętach, które sam wytworzył.

Druga część felietonu o The Milky Smell of Phantom Sperm z adnotacją o Without Words There Is No Time już jutro, tymczasem polecam osłuchać się z materiałem Black Sun Productions.