zdjęcie
komentarzy

Artur Rojek (27.03.2015, MegaClub, Katowice)

O tym, że MegaClub jest „mega” tylko z nazwy wiadomo nie od dziś. Połowa jęczy na temat kiepskich warunków technicznych, część na ceny i jakość piwa w barze. Nie można jednak MegaClubowi odrzucić miana miejsca kultowego, co pokazał także koncert Artura Er, kończącego tym samym „klubową” podróż trasy koncertowej.

Wyposażony w rękawicę rodem ze Star Treka oraz kompetentny zespół, ten, który składa się z ciągłych powtórzeń sprzedał swoim widzom niemałe show audiowizualne.
Przede wszystkim TEN wokal, stojący na bardzo solidnej konstrukcji zbudowanej z wyśmienicie współpracujących ze sobą panów i niewiasty sztuk jeden, kończywszy na wypadaniu ze sztywnych ram kompozycyjnych (przepiękna noisowa końcówka Ring of Fire).

Fantastyczne, posiadające szerokie ramiona gatunkowe i rozmach brzmieniowy show rozpoczęło się zupełnie jak pierwsza solowa płyta Artura – nostalgicznym Latem 76 wywołującym rozkoszne drżenie tu i ówdzie. Jak pokazała trwająca od zeszłego roku trasa promująca płytę – setlista to sto procent płyty plus sympatyczne dodatki i równie miłe powtórki. Dostaliśmy więc debiut w delikatnie przearanżowanych wersjach (np. dużo lżejszy od oryginału Kokon), po których to zabrzmiały dwa covery (Ring of Fire oraz Easy Son Lux). Porażający okazał się zaśpiewany w dużej części acapella – przeszywający do cna utwór Chłopiec z Plasteliny z repertuaru Lenny Valentino, którym to Rojek zaszył usta tym, którym”rojkowa histeryczność” wydawała się momentami niepotrzebna.

W duchu jestem wdzięczny towarzyszom stojącym dookoła, że powściągnęli się od wrzasków wywołujących repertuar Myslovitz (co ponoć zdarzało się na wcześniejszych koncertach trasy). Pomimo zepsutej klimatyzacji, powściągliwej konferansjerki, braku neonu AR i momentami sztywnej reakcji publiczności – ten piątkowy wieczór był znakomitą rozrywką – nawet mimo powtórnego wrzeszczenia do tego samego utworu na zakończenie, który wdrożony w krwioobieg, nie opuszczał przez kilka dni swym w milczeniu i bezwładnie mieć siebie, resztę spalić.