Arms and Sleeper
komentarzy

Arms and Sleeper – Lubimy muzykę, a nie gatunki

Na poczatku maja do naszego kraju po raz kolejny zawitała amerykańska grupa Arms and Sleepers. Po krakowskim koncercie udało mi się złapać połowę duetu – Maxa Lewisa, który opowiedział o początkach zespołu, filmowych inspiracjach i planach wydawniczych na najbliższy rok.

Magnetoffon: Zagraliście dzisiaj świetny koncert, ale zauważyłem pewne problemy z wizualizacjami. Co się stało?

Max Lewis: Ostatnio graliśmy na festiwalu w Niemczech i zgubiliśmy nasz projektor i odtwarzacz dvd. Kupiliśmy jakiś najtańszy, żeby móc w ogóle wyświetlać wizualizacje, ale niestety ten, który mamy teraz, zacina się.

Przed Arms and Sleepers graliście w grupie The List Exists, to był wasz pierwszy kontakt z tworzeniem muzyki?

Mirza i ja znaliśmy się już wcześniej. W liceum graliśmy razem, ale raczej dla zabawy. Nie nagraliśmy nic wartego pokazania szerszej publiczności. Potem Mirza poszedł do college’u i poznał ludzi zainteresowanych wspólnym graniem. Znaleźliśmy wokalistę, a później dołączył do nas basista, który był jednocześnie bratem Mirzy, doszedł także perkusista i graliśmy tak przez kilka lat.

Dlaczego wasze drogi się rozeszły?

Basista musiał odejść, bo się żenił. Muzyka przestała go interesować, chciał mieć proste ustabilizowane życie, być nauczycielem czy kimś w tym rodzaju. Chcieliśmy pojechać w trasę, ale perkusista nie był tym zainteresowany. Mirza przeprowadził się do mnie do Bostonu, wokalista mieszkał wtedy w innym stanie. Wszystko się stopniowo zaczynało sypać. Zespół zmieniał nazwę, a w pewnym momencie mieliśmy ok. sześciu nowych członków i zagranie wspólnej próby czy koncertu graniczyło z cudem. We znaki dały nam się również różnice osobowości i w końcu Mirza i ja postanowiliśmy zająć się innym projektem. Zawsze dobrze nam się współpracowało i doszliśmy do wniosku, że skoro sami potrafimy grać na większości instrumentów, to nie warto angażować dodatkowych członków. A jeśli będą nam potrzebne partie innych instrumentów czy wokale to ktoś nagra je dla nas. Nie chcieliśmy dodatkowych stałych członków zespołu. Tak powstało Arms and Sleepers

Arms and Sleepers mocno różni się muzycznie od tego, co robiliście wcześniej?

Wszystkie nasze poprzednie grupy miały żywą perkusję i wokale, były mocno gitarowe. Z kolei Arms and Sleepers w początkowym stadium istnienia opierało się tylko i wyłącznie na samplowanych i programowanych bębnach. Na pierwszej epce praktycznie nie było gitar, a wokale ograniczyły się do kilku wsamplowanych wycinków. Okroiliśmy naszą muzykę z żywych instrumentów.

Muzycznie dryfujecie od jednego gatunku do drugiego. Od post-rocka do trip-hopu i od ambientu do jazzu. Któryś z tych gatunków jest wam szczególnie bliski?

Chyba nie, chodzi nam właśnie o różnorodność. Dlatego na naszych albumach znajdziesz klasyczne utwory na fortepian, ale też numery post-rockowe i elektroniczne. Lubimy nie tyle konkretne gatunki, co muzykę w ogóle. Czasami chcesz usłyszeć coś optymistycznego, czasami coś spokojniejszego. To zależy od nastroju, jaki chcemy stworzyć w konkretnym utworze. Bierzemy po trochu stąd, po trochu stamtąd i wychodzi nam nowy gatunek. Nie wydaje mi się, żeby istniał taki typ muzyki, w którym warto się zamknąć kosztem poznawania innych.

Jak na zespół, który istnieje dopiero 5 lat, jesteście niezwykle płodni, wydaliście prawie 10 małych i dużych płyt. Zauważyłem, że do konkretnych typów wydawnictw dobieracie konkretny typ muzyki. Albumy są bliskie trip-hopowi, utwory na nich bardziej przypominają tradycyjne piosenki. Z kolei epki są spokojniejsze, często eksperymentalne, zwykle dryfują w stronę ambientu. To celowy zabieg?

Jeśli robimy album to, świadomie czy nie, ale staramy się, aby wyglądał jak album w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Jak zbiór utworów, w jakiś sposób powiązanych się ze sobą. Z kolei EPki i inne wydawnictwa to dla nas pole do eksperymentu, próbujemy na nich nowych rozwiązań. Dlatego też utwory, a co za tym idzie – całe wydawnictwa, są krótsze. Jedno nasza płyta – Cinematique jest czymś pomiędzy albumem a eksperymentalną epką. Zawiera 11 utworów, muzycznie to klasyczne kompozycje fortepianowe podlane ambientem. Lubimy nagrywać bardzo różną muzykę, więc kiedy efektem któregoś z eksperymentów jest 10 utworów, ale podoba nam się tylko 5, to wydajemy epkę z tymi pięcioma. Wolimy nagrać krótszą, ale lepszą epkę niż dłuższy album, na którym będziemy zadowoleni tylko z połowy utworów.

Jak wygląda proces twórczy w Arms and Sleepers?

Różnie. Czasami ja przychodzę do Mirzy z kilkoma pomysłami i wspólnie nad nimi pracujemy, czasami on przynosi swoje pomysły do mnie. Bywa, że umawiamy się, że dziś pracujemy nad jednym konkretnym pomysłem wspólnie. Lubimy też pracować podczas trasy. W przerwach między koncertami siadamy z laptopami i sprzętem i próbujemy coś wykombinować.

Odniosłem wrażenie, że dużą inspiracją dla waszej muzyki jest film.

Dokładnie tak. Największą inspiracją dla nas jest właśnie film. Obrazy, które po oglądnięciu zostają w głowie. Czasami, kiedy pracujemy nad muzyką puszczamy sobie któryś z naszych ulubionych filmów, albo zapętlamy jakąś scenę, która pasuje do naszego aktualnego nastroju. Inspirują nas także inni artyści. Ale nie chcemy brzmieć podobnie do kogokolwiek. Zdarza mi się, że np. usłyszę kawałek hip-hopowy i zainspirowany nim napiszę klasyczny utwór na fortepian. Chodzi o to, że dany gatunek może pomóc w stworzeniu czegoś z zupełnie innej szufladki. Generalnie inspiruje nas wszystko, sztuka, podróże, doświadczenia życiowe. Czasami są to świadome inspiracje, czasami podświadome.

Kontynuując temat wizualno-filmowy, jak ważna dla waszej twórczości jest strona wizualna? Używacie wizualizacji podczas koncertów, a wasze okładki są bardzo dopieszczone.

Kiedyś planowaliśmy, wydać album z pustą okładką, którą fani mogliby sobie sami dorysować, ale jako, że jest przyjęte, iż płyta ma okładkę, a dla nas część wizualna jest bardzo ważna to porzuciliśmy ten pomysł i skupiamy się na tym, żeby nasze okładki jak najlepiej odzwierciedlały warstwę muzyczną. Zawsze bardzo długo i intensywnie współpracujemy z twórcami oprawy graficznej naszych płyt. Z kolei wizualizacje podczas koncertów tworzą z nich doznanie bardziej kompletne. Nasza muzyka brzmi bardzo filmowo, a wizualizacje świetnie ją uzupełniają. Chcemy podczas koncertów odtworzyć nastrój, jaki towarzyszył nam w studiu, a wizualizacje są konieczne do uzyskania takiego efektu. To tak jak codzienne doświadczenia. Jeśli pamiętasz jakieś zdarzenie, to pamiętasz zarówno warstwę dźwiękową jak i wizualną.

Autorem waszych wizualizacji jest bostoński artysta wideo Dado Ramadani. Tworzy je specjalnie na wasze zamówienie czy wybieracie z jego wcześniejszych prac to, co wam najbardziej odpowiada?

Kiedyś tworzył je do konkretnych utworów, które mu przesyłaliśmy. Ostatnio ma trochę mniej czasu, więc sami kompilujemy nasze wizualizacje. Część z nich to jego prace a reszta to fragmenty filmów. Sami nie jesteśmy artystami wideo wiec nie zawsze wychodzi to idealnie. Teraz gramy dwadzieścia trzy utwory na żywo, a zwykle graliśmy ok. ośmiu, dlatego do gotowych ośmiu filmów musieliśmy dorobić resztę.

To wasza druga wizyta w Polsce. Oprócz trzech koncertów, które zaplanowaliście, poprosiliście o jeszcze jeden w Poznaniu. Lubicie tu grać?

Tak. Dzisiejszy koncert był bardzo udany. Trudno powiedzieć, czy lepszy od innych. Na pewno najlepiej wspominamy zeszłoroczny występ w Poznaniu. Jak długo publiczności podoba się to, co my robimy na scenie, tak długo nam dobrze się gra i koncerty uważamy za udane.

Na koniec powiedz co planujecie na najbliższy rok? Oprócz europejskiej trasy, którą niedawno rozpoczęliście i nadchodzących wydawnictw związanych z albumem Matador.

Kiedy wrócimy do Stanów planujemy zająć się nowym albumem. To będzie coś bardziej optymistycznego. Bardziej tanecznego, ale nie w stylu kiepskiego techno a raczej w klimatach popularnego ostatnio chill wave’u. Oprócz tego, od jakiegoś roku pracujemy nad albumem z muzyką klasyczną, chcemy skończyć pracę nad orkiestracjami, ale to dosyć pracochłonne zajęcie.

Macie czas na coś oprócz pisania muzyki?

Tak, w lecie pomiędzy pisaniem nowych utworów planujemy wypełnić podania na studia magisterskie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Krzysztof Sokalla