Home » Dominika Groberska » Recent Articles:

The Maccabees – Given To The Wild

Marzec 24, 2012 Recenzje No Comments
MaccabeesGivenToTheWild500Gb050112

Rok 2012 miał rozpocząć się pięknie. Tyle kuszących, płytowych premier zapowiedzianych na pierwsze miesiące, pomagały wejść z optymizmem w ten nowy etap naszego życia. Na pierwszy ogień, bo już 9 stycznia, poszli Brytyjczycy z The Maccabees i ich trzeci krążek.

… Continue Reading

Kilka słów o…

Marzec 10, 2012 Felietony No Comments
twilight-sad-feature

…The Twilight Sad i Finku. 

… Continue Reading

The Black Keys – El Camino

Grudzień 27, 2011 Recenzje 1 Comment
elcamino

Nigdy po usłyszeniu kilku sekund utworu otwierającego krążek żaden racjonalny słuchacz nie wyrabia sobie zdania na temat całości. W przypadku "El Camino" zabrakło mi tego rozsądku. Zachowałam się jak młody, niedoświadczony słuchacz, który podchodzi do spraw muzycznych pochopnie. Gdy tylko wpadły mi do ucha pierwsze riffy "Lonely Boy" BYŁAM PEWNA, że mam do czynienia z czymś niesamowicie dobrym i świeżym.

I muszę to napisać – nie pomyliłam się.

… Continue Reading

Nikt nie pisze tak pięknie o miłości…

Grudzień 26, 2011 Felietony No Comments
74928_dzheff-bakli_or_jeff-buckley_1600x1200_(www.GdeFon.ru)

Niedawno obchodził swoje 45 urodziny. Pewnie z gitarą na kolanie i długopisem w dłoni. Tworzył sztukę i na niej budował całe swoje życie.

Florence & The Machine – Ceremonials

Listopad 8, 2011 Recenzje 3 Comments
Florence & The Machine - Ceremonials

Pamiętam piękne, słonecznie dni lipca, podczas których delektowałam się harmonią wstrzykniętą w każdy utwór pochodzący z "Lungs", jej debiutanckiego krążka sprzed dwóch lat. Florence Welch, zupełnie nieznana, przewróciła świat muzyczny do góry nogami, wzruszyła i zachwyciła nie tylko przeciętnych słuchaczy, ale i krytyków. Wszyscy zaczęli pożądać widoku tych ognistych, charakterystycznych już włosów i zielonych oczu. Jednak to jej barwa głosu stała się przedmiotem szczególnego uwielbienia.

… Continue Reading

Kasabian – Velociraptor

Październik 17, 2011 Recenzje 1 Comment
kasabianvelociraptor

 

Nie zastanawiałam się ani przez minutę od czego (a właściwie od kogo) zacząć. Sergio Pizzorno. To on odpowiada za muzykę, tekst, aranżację i tym samym staje się kluczową postacią w składzie (o czym może świadczyć nawet okładka płyty). Coraz więcej czasu spędza przy mikrofonie, nie ograniczając się tylko do skromnego tylnego wokalu, ale śpiewając całe partie przeznaczone dla głównego wokalisty. To on również opracował ścieżką orkiestrową, za co oddaję mu pokłony. Z roku na rok, na każdym albumie ujawnia nam się w innej odsłonie, możliwe, że przy pracy nad kolejnym  nie będzie potrzebował nikogo, wystarczy, że zaufa tylko sobie. Innymi słowy gdyby nie Sergio nie byłoby Kasabian. Można go porównać do takiego Johna Frusciante, którego odejście pozbawiło papryczek ostrości. Oczywiście nie chodzi tu o rolę jaką obaj w swoich zespołach pełnią, ale o ich osobowość i talent. Są jak przyprawa bez której danie pozbawione jest smaku.

… Continue Reading

Ladytron – Gravity The Seducer

Wrzesień 27, 2011 Recenzje No Comments
Ladytron-Gravity-The-Seducer

Minęło dokładnie 10 lat od pojawienia się Ladytron na rynku muzycznym. W 2001 r. wydali bowiem swój pierwszy album "604" i od tego czasu uchodzą za jeden z najpopularniejszych, a nawet za jeden z najlepszych zespołów elektronicznych. Przez tą dekadę nagrali cztery krążki i w tym roku, a dokładnie 9 września obdarowali nas kolejnym. Następca genialnego "Velocifero", który triumfował w wielu podsumowaniach trzy lata temu miał przed sobą niesamowicie trudne zadanie. I ja również, bo oczekiwałam od nich takiego samego arcydzieła i nagle muszę wymienić w swojej głowie wszystkie przymiotniki, którymi planowałam ich określić.

… Continue Reading

The Rapture – In The Grace Of Your Love

Wrzesień 14, 2011 Recenzje No Comments
the rapture

Z pewnością zespołu The Rapture nie trzeba nikomu bliżej przedstawiać. Niemal każdemu ich nazwa obiła się kiedyś o uszy, a takie single jak "Get Myself Into It" czy "House Of Jealous Lovers" utkwiły w pamięci. Poprzez takie utwory,  ich muzyka kojarzy się z ostrym, rockowym graniem. Wgłębiając się jednak w całą Echoes czy Pieces of the People We Love napotykamy ballady, których nigdy nie umiejscowilibyśmy w ich tracklistach. Na nowym, trzecim longplay'u, wydanym po pięciu latach przerwy, panowie rezygnują z typowych ballad, ale i rockowych szlagierów. Dostajemy więc zatem coś na pograniczu, a takie rzeczy często bywają pozbawione smaku. Czy w tym przypadku również?

Płyta brzmi bardzo dobrze po pierwszym i drugim odsłuchu. Utwory są skoczne i melodyjne co jest tutaj niemałą nowością. Zazwyczaj tworzyli dość skomplikowane muzycznie kompozycje, które spokojnie można byłoby przydzielić do kategorii "chaos". Tutaj natomiast wszystko jest uporządkowane, są to typowo wzorcowe kawałki czyli coś dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z komponowaniem i jeszcze dokładnie nie wiedzą jak  stworzyć dobrą piosenkę. Ale wszystko co jest poprawne, w końcu przestaje kusić. Po kolejnych przesłuchaniach zaczynają irytować powtórzenia występujące na obu płaszczyznach, zarówno tej lirycznej (znając tytuł kawałka jesteśmy w stanie niemal od początku do końca współtowarzyszyć wokaliście, bo teksty nie są kopalnią słów) jak i muzycznej (perkusja w "Blue Bird" potrafi zamęczyć na śmierć).  Prawdziwym magnesem jest singiel, wybrany doskonale. "How Deep Is Your Love?" wydawał się wspaniałą zapowiedzią płyty, przeszło 6-minutowy, wzbogacony o rzadko u nich wystepujący (jeśli w ogóle kiedykolwiek się pojawił) saksofon. Niestety nie ma nic gorszego kiedy singiel pozostaje tym najlepszym utworem na płycie. Oprócz niego warto jeszcze poznać tytułowy "In The Grace Of Your Love" oraz "Miss You", które nareszcie mnie uświadomiły, że w tym zespole istnieje coś takiego jak gitara basowa. Całość brzmi jak doskonałe połączenie sampli późnego Bloc Party z muzyczną wyobraźnią i kreatywnością Yeasayer. Słabe + dobre = NIJAKIE.

Nie można im zarzucić, że zrezygnowali z energicznego grania. Wręcz przeciwnie. Najnowszy album The Rapture można spokojnie ze sobą zabrać na imprezę i świetnie się przy nim bawić – a łatwo zapamiętywany tekst jest przy tym dodatkowym atutem. Nie odkrywają Ameryki, nie wprowadzają nowej mody, jest to najzwyklejsza, poprawna, indie rockowa płyta.

Dominika Groberska

We’re No Heroes – Quiet Colours EP

Wrzesień 5, 2011 Recenzje No Comments
we'renoheroes

Nowością nie będzie stwierdzenie, że ze wszech stron otacza nas muzyka brytyjska. Jadąc autobusem, w klubach, w internecie, dosłownie na każdym kroku spada na nas i nie ważne czy mamy na nią ochotę. A każdy kto zapuszcza się w kręgi muzyczne, od zespołów związanych korzeniami z tą wyspą nie ucieknie. Naturalną więc w tej sytuacji rzeczą jest selekcja, której każdy słuchacz dokonywać powinien. Już nie jest istotne z jakich rejonów muzyką mamy do czynienia. W tym sęk, że selekcja właśnie tej brytyjskiej powinna być przeprowadzana sto razy dokładniej i uważniej, bo artystów, którzy wylansowali się na sławnym nazwisku czy określaniu siebie i swojej pseudo-rockowej twórczości kolejną szansą dla Anglii jest coraz więcej. Obecnie dzieje się tak, że wszyscy którzy tworzą coś związanego choć krótką nitką z alternatywą ucieka do UK, bo tam wtapiając się w jednolitą masę nie zmienia jej konsystencji. W ten sposób dostajemy lawinę zespołów kolosalnie do siebie podobnych bez żadnych cech wyróżniających więc słuchamy wszystkiego i tak naprawdę tego samego.

… Continue Reading

facebook


Słuchamy

Komentarze

  • Hedoco:   Z przyjemnością informuję, że sklep Hed...
  • Polly: kocham Blur...
  • Sebastian Brzózka: Oczywiście, ale co dokładnie nie odpowiada jeżeli chodzi o p...
  • fd: Czy moglibyście coś zrobić z tym pieprzonym tłem i multum ni...
  • Polly: ...

Reklama

Reklama