„Uwaga! Jedzie tramwaj” na żywo po raz ostatni
Dokładnie 10 lat temu płyta Lenny Valentino ujrzała światło dzienne. Płyta cieszy się uznaniem nie tylko wśród rodaków, ale także poza granicami kraju. Jest to bowiem płyta piękna i ujmująca. Intymna i szczera. W dekadę po wydaniu płyty Artur Rojek, Maciej Cieślak, Jacek Lachowicz, Mietall Waluś i Arkady Kowalczyk wybrali się na pożegnalną trasę koncertową, która objęła najpiękniejsze polskie miasta: Wrocław, Poznań, Warszawę, Kraków oraz Gdańsk.
15 grudnia paręnaście minut po dwudziestej zespół pojawił się na scenie poznańskiego klubu Eskulap. Czas się zatrzymał. Ludzi mnóstwo. Tak myślę, gdyż już od pierwszych dźwięków odniosłam wrażenie, że na koncercie jestem tylko ja. Koncert (tak jak i na płycie) rozpoczął się od utworu „Zniszczyłaś to ty czy zniszczyłem to ja”. I później, w kolejności takiej, jak na longplayu, brzmiały utwory przyprawiające o dreszcze na całym ciele. „Karuzele, skutery, rodeo” pełne radości i dziecięcej spontaniczności; rozszerzone wersja „Jesteśmy dla siebie wrogami”; tytułowy, pełen melancholii „Uwaga! Jedzie tramwaj”; ukochane przeze mnie „Trujące kwiaty”… w jednej godzinie skumulowana tak ogromna ilość różnorodnych emocji. Po zaprezentowaniu całej płyty na publiczność czekało parę pięknych dodatków. Był magiczny cover grupy The Alan Parsons Project „Don't answer me”. Był również cover jednego z ulubionych zespołów Rojka, Low. „Over the ocean” wykonany przez Artura i Maćka śpiewających do wspólnego mikrofonu.
Ach. Idealny to był koncert. Jego dopełnieniem było spontaniczne wyjście Maćka Cieślaka na scenę i zagranie sześciu utworów Ścianki, które znajdują się na nadchodzącej płycie (już niedługo!). Bo, jak sam muzyk stwierdził: „tak dobrze mi się dzisiaj gra”. Czułam się zaszczycona, że mogę słuchać tych kawałków.
Nieważne, czy Lenny Valentino gra w klubie, czy na festiwalu w deszczu… Każdy koncert głęboko zapada w pamięć, porusza, wzrusza. Bo taka jest płyta „Uwaga! Jedzie tramwaj”. Artur Rojek dziękował za przybycie na koncert, za ciepłe przyjęcie. Cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak powtórzyć za pewnym panem z tłumu: „To my dziękujemy!”.
Paulina Kopajczyk
- Unikalny wpis



Komentarze