Florence & The Machine – Ceremonials
Pamiętam piękne, słonecznie dni lipca, podczas których delektowałam się harmonią wstrzykniętą w każdy utwór pochodzący z "Lungs", jej debiutanckiego krążka sprzed dwóch lat. Florence Welch, zupełnie nieznana, przewróciła świat muzyczny do góry nogami, wzruszyła i zachwyciła nie tylko przeciętnych słuchaczy, ale i krytyków. Wszyscy zaczęli pożądać widoku tych ognistych, charakterystycznych już włosów i zielonych oczu. Jednak to jej barwa głosu stała się przedmiotem szczególnego uwielbienia.
W końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień i chwila prawdy dla dotychczasowej debiutantki. "Ceremonials" album wydany za pośrednictwem tej samej wytwórni czyli "Islands Records" miał swoją premierę w Halloween. Słuchałam go więc przy trochę innej scenerii niż poprzedniego, różniły się też moje odczucia. W tym przypadku były one odwrotnie proporcjonalne do tych, które ogarniają mnie podczas tak depresyjnej pory roku, jaką jest jesień.
Jak już wspomniałam, największym atutem tej artystki są jej możliwości głosowe. Już na samym początku tańczy po wszystkich skalach, od dołu w górę wzbudzając w innych wokalistkach zazdrość. W jej kompozycjach kruche i subtelne dźwięki harfy przeplatają się z dynamiczną, mocną perkusją co nadaje prawdziwości stwierdzeniu, że Florence lubi łamać konwencje i łączyć ze sobą instrumenty z kompletnie przeciwnych biegunów. U niej wszystko stanowi zgrabną całość. Każdy utwór jest jak domek z kart, w którym brak jakiegokolwiek elementu mógłby spowodować jego destrukcję. Nie ma miejsca na jakąkolwiek lukę, dźwięki budują stabilną, urozmaiconą, ale jedną strukturę. Nawet gdy coś zahacza o granice prymitywu ("Breaking Down") to już za drugim razem porusza końcówkami naszych nerwów, bo tak naprawdę kryje w sobie pewną tajemnicę, którą należy tylko umieć rozszyfrować. Rozczarowuje mnie jedynie brak genialnych "Strangeness And Charm" oraz "Bedroom Hymns", które powinny być tutaj pozycjami obowiązkowymi.
Album jest kompilacją 12 krystalicznie pięknych utworów. Trudno wysunąć któryś z nich na przód, bo wszystkie się różnią i niosą ze sobą coś innego. "Seven Devils" pełne melancholii, "Never Let Me Go" z dźwiękami pianina w tle, a "Spectrum" subtelne, ale i zarazem kompletnie szalone. Zerkając w jej muzyczne osiągnięcia zaskakuje liczba nagród i wszelkich nominacji. Jestem pewna, że wkrótce ich ilość znacznie wzrośnie. Pamiętajmy, że Florence ma dopiero 25 lat i usłyszymy o niej zapewne jeszcze nieraz.
Dominika Groberska
- Przeczytaj również:
- We’re No Heroes – Quiet Colours EP (100%)
- The Rapture - In The Grace Of Your Love (100%)
- Ladytron - Gravity The Seducer (100%)
- Kasabian - Velociraptor (100%)
- Nikt nie pisze tak pięknie o miłości... (100%)
- The Black Keys - El Camino (100%)
- Kilka słów o... (100%)
- The Maccabees - Given To The Wild (100%)



'Jak już wspomniałam, największym autem tej artystki ' . Autem? A moze rzutem roznym ? ; )
nic się nie da ukryć przed czujnym okiem czytelnika, nawet fascynacji piłką nożną
poprawione dzięki za czujność