Kasabian – Velociraptor
Nie zastanawiałam się ani przez minutę od czego (a właściwie od kogo) zacząć. Sergio Pizzorno. To on odpowiada za muzykę, tekst, aranżację i tym samym staje się kluczową postacią w składzie (o czym może świadczyć nawet okładka płyty). Coraz więcej czasu spędza przy mikrofonie, nie ograniczając się tylko do skromnego tylnego wokalu, ale śpiewając całe partie przeznaczone dla głównego wokalisty. To on również opracował ścieżką orkiestrową, za co oddaję mu pokłony. Z roku na rok, na każdym albumie ujawnia nam się w innej odsłonie, możliwe, że przy pracy nad kolejnym nie będzie potrzebował nikogo, wystarczy, że zaufa tylko sobie. Innymi słowy gdyby nie Sergio nie byłoby Kasabian. Można go porównać do takiego Johna Frusciante, którego odejście pozbawiło papryczek ostrości. Oczywiście nie chodzi tu o rolę jaką obaj w swoich zespołach pełnią, ale o ich osobowość i talent. Są jak przyprawa bez której danie pozbawione jest smaku.
Pierwsze szkice piosenek powstały we wrześniu u końca trasy koncertowej. Już na wiosnę zespół zaczął prezentować fanom swoje pierwsze efekty w postaci "Switchblade Smiles" czy"La Fee Verte" (który notabene miał swoją premierę w filmie "Londyński bulwar"). Album w formie fizycznej ukazał się 19 września. Sam zespół wpuszczając w obieg pierwszy singiel ostrzegał przed mocnym rock'n'rollowym kopem, którego miał zadać "Velociraptor" (i co ma cały ten dinozaur do rzeczy? Jego tłumaczenie na polski – "szybki złodziej" – już wiele wyjaśnia). Po usłyszeniu "Switchblade Smiles" rzeczywiście im uwierzyłam. Dynamiczny, ośmieliłabym się rzec, że nawet podsycony lekką nutką erotyzmu, do tego przeraźliwy i zniewalający krzyk Serga wyzwala w nas nieodparte pragnienie sięgnięcia po więcej.
Sam Sergio twierdzi, że to rap był dla niego inspiracją. Całe szczęście, że Kasabian się nie przebranżowili i nie zaczęli grać muzyki rapowej, bo chyba bym tego nie zniosła. Najmocniej słychać to oczywiście w "Days Are Forgotten", w którym Tomowi Meighanowi do profesjonalnego rapera jeszcze wiele brakuje, ale rozgrzewkę może uznać za zaliczoną. Jeden z najlepszych jest "Re-wired", w którym wokalista śpiewa jak trochę niewyspane zwierzę, zupełnie od niechcenia, przy czym refren jest istnym wybuchem fajerwerków. Nie ma żadnej wirtuozerii gitarowej jak chociażby w "Fast Fuse". Wszystko jest poukładane, zgrabne i niepozbawione melodii (wyłączając jedynie szalony, trochę irytujący utwór tytułowy – niemalże odpowiednik ("Vlad the Impaler").
Zarzucają im ewidentne kopiowanie The Beatles. Możliwe, że takie porównania przychodzą komuś do głowy przy melodyjnym "Goodbye Kiss" czy wspomnianym już wcześniej "La Fee Verte". Wygląda na to, że wszystkie zespoły pochodzące z Wysp maja po prostu pecha, bo są już od początku związane pępowiną z prekursorami brytyjskiego popu. Można byłoby więc wychodzić z założenia, że nie ma sensu ich słuchać, bo każdy wie czego się spodziewać. Nie zapominajmy jednak, że utwory skonstruowane na najprostszych akordach, z przyjemną i łatwą linią melodyczną już od dawna są wpisane w twórczość Kasabian ("Thick As Thieves") i jakoś wcześniej nikomu to nie przeszkadzało.
Całościowo album ustępuje świetnemu poprzednikowi. Nie słuchamy go też z taką ochotą jak debiutu. Daję im jednak plus, bo mają na siebie pomysł, wiedzą co chcą robić, jak ma to wszystko wyglądać i konsekwentnie do tego dążą. Zabójczego kopa nie było. Po przesyconym energią singlu spodziewałam się jeszcze kilku podobnych eksplozji. Takowych nie było. Mimo wszystko dziękuję chłopakom, bo podtrzymują muzykę brytyjską przy życiu.
Dominika Groberska
- Przeczytaj również:
- Kasabian w Warszawie! (69.2%)
- Nowy klip Kasabian (69.2%)
- Muzycy Kasabian nakręcili film (69.2%)
- We’re No Heroes – Quiet Colours EP (30.8%)
- The Rapture - In The Grace Of Your Love (30.8%)
- Ladytron - Gravity The Seducer (30.8%)
- Florence & The Machine - Ceremonials (30.8%)
- Nikt nie pisze tak pięknie o miłości... (30.8%)
- The Black Keys - El Camino (30.8%)
- Kilka słów o... (30.8%)
- The Maccabees - Given To The Wild (30.8%)



Spoko recka, tylko tak jakby podwojne zakonczenie. Ale moze sie czepiam