Algiers
komentarzy

Algiers – Algiers (Matador; 2015)

Jestem jedną z tych osób, które na wieść o tym, że na tegorocznym OFF Festival zamiast The Budos Band wystąpią Algiers podskoczyłem z radości. Nie wzbiłem się specjalnie wysoko, ale podobno sam gest się liczy.

Jestem jedną z tych osób, które są znudzone tym bluesem, tym rockiem i innymi wytworami bez wyrazu – płytami, za którymi stoją wielkie nazwiska i które to chyba znaczą więcej od samej muzyki. Czekam, aż w końcu pojawi się coś nowego, świeża jakość, która pozwoli nudzie pójść na emeryturę albo przymusową rentę.

Jestem jedną z tych osób, które wolą, aby w recenzji więcej miejsca poświęcało się muzyce niż dywagacjom autora. Przejdźmy więc do konkretów.

Algiers to amerykański zespół muzyczny wykonujący mieszankę południowego bluesa, noise rocka, post-punka i muzyki gospel (czy też post-worldbeat jak sami piszą na fb). Algiers to ich debiutancki album wydany w tym roku nakładem Matador Records.

Nieważne czy chcesz zawalczyć o prawa czarnych, kobiet, homoseksualistów czy o powrót drożdżówek do szkół, dzięki Algiers na pewno znajdziesz sobie odpowiedni utwór do śpiewania na barykadach. I nie mam tutaj na myśli pioseneczek o wyolbrzymionych problemach, które znajdują się niebezpiecznie blisko farsy i kiczu, a w które lubią się od czasu do czasu zaangażować artyści. Algiers to zespół protestu z prawdziwego zdarzenia, pierwszy od bardzo dawna. Całość brzmi jakby wynikała bezpośrednio z potrzeby przekazania czegoś światu, szczerego wyznania o ciągłej niesprawiedliwości. Przekaz ten znajduje ujście w samej formie muzyki, a nie jest jedynie pretekstem do mówienia o ważnych kwestiach w wywiadach. Protest stanowi esencję Algiers, to nie tylko teksty, ale i elementy budujące specyficzną atmosferę jak obskurny pogłos na wokalu pozwalający odczuć charakterystykę pomieszczenia, klaskanie, brzęczenie tamburynu, zbiorowe śpiewanie i mormorando – słuchacz czuje się jak członek komuny szykującej się do powstania. Przykładów nie trzyma daleko szukać, bo już otwierające płytę Remains pokazuje do czego zdolny jest zespół i słuchacz nawet nie zauważa, gdy zaczyna klaskać i mruczeć wraz z zespołem. Na uwagę szczególnie zasługuje też wokal Franklina Jamesa Fishera, który to stanowi zdecydowanie najważniejszy element muzyki zespołu – raz osadzony mocno w tradycji gospel, raz rozedrgany emocjami wchodzi niemalże w krzyk. Jest na tyle charakterystyczny i przyjemny dla ucha, że pomimo pewnej niezrozumiałości sprawia wrażenie, że obroniłby się równie dobrze bez jakiegokolwiek podkładu. I broni się świetnie np. w delikatnym i nastrojowym Games, w którym na tle minimalistycznych dźwięków Franklin James Fisher błyszczy jako wokalista. Niestety wydaje mi się, że część zespołu niekiedy o tym zapomina i pozwala, aby w niektórych utworach wokal był zagłuszony przez pozostałe instrumenty – jak w Blood, gdzie w dalszej części kawałka wokal jest schowany za jazgotliwą gitarą i niektórymi dźwiękami podkładu. Sam podkład (przepraszam za uproszczenie) jest też niekiedy przeprowadzony w dość dziwny sposób – w Old Girl energia z początku jest rozproszona przez spowalniającą wszystko gitarę, która sprawia, że znudzony włączam szybko na następny utwór. To dopiero debiut zespołu i pewnie można zarzucić mi brak wyrozumiałości, ale poziom złożoności But She Was Not Flying, bogactwo brzmień Black Eunuch czy przebojowość Irony. Utility. Pretext mocno wywindowały moje oczekiwania wobec zespołu i jestem pewien, że stać ich na więcej.

Algiers jest zespołem, który za jakiś czas może stać się jedną z najważniejszych grup w szeroko rozumianej alternatywie (bo w sumie nadal nie wiem jak określić ich gatunek). Zapewniam, że nigdy nie słyszeliście takiego połączenia, które zarazem brzmiałoby tak spójnie i naturalnie. Niestety zespół na razie boryka się trochę z problemami, które są często charakterystyczne dla debiutantów, ale i tak sam nie mogę się doczekać usłyszenia Algiers jako zespołu już w pełni przemyślanego i kompletnego.

Naird